Zaloguj | Zarejestruj








Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 294 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 25 paź 2014 22:31 
Arcykapłan
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 01 paź 2009 14:01
Posty: 1409
Lokalizacja: Miasto, Południowa Dzielnica (przy fontannie)
Hattori napisał(a):
Keeper in Training napisał(a):
Dzielenie na rozdziały uważam za pewną pułapkę. Nigdy nie wiadomo, kiedy z przyczyn niezależnych robi się luka czasowa i trochę to głupio wygląda, a co ważniejsze, trudniej wrócić. Nigdy też chyba nie pisałam wbrew chronologii. Łatwo się pogubić, lepiej mieć oddzielny dokument z notatkami.

Moje TDA jest pisane właśnie w taki sposób. Ze względu na rozmiar (pełnoprawna powieść-olbrzym) podział na rozdziały jest konieczny, ale nigdy nie miałem z tym problemów. W ramach odpowiedzi na pytanie mogę zdradzić, że TDA również będzie mieć zaburzoną chronologię, i to niedługo (jak tylko zechce mi się znowu pisać :) ). Przy czym to wszystko przy istotnym założeniu, o którym wspomniała Keeper: osobne notatki. TDA jest naprawdę wielkie i musiałem zrobić kilka plików na jego temat, aby się nie pogubić. Jeden z nich dotyczy stricte fabuły i tym samym jej zaburzeń w chronologii.


Tu doprecyzuję: Hattori łączy talent z dobrymi, naprawdę dobrymi podstawami merytorycznymi. TDA to pełnoprawna powieść zarówno pod względem objętości, jak - przede wszystkim - jakości. Uważam, że spokojnie może wprowadzać rozdziały w taki sposób, jak ma to miejsce w TDA. Osobie zupełnie początkującej radziłabym jednak spłodzić najpierw kilka rozdziałów zamiast wrzucania pierwszego i czekania na opinie. Taką tendencję widzę na DA - może niepotrzebnie zrazić ("mija już X czasu, od kiedy wrzuciłem rozdział pierwszy i NIIIIC!!!"). Samo posiadanie rozdziałów czy innego sposobu dzielenia tekstu jest przydatne. Ja w książkach lubię mniej narzucone fragmenty, dlatego też z nich korzystam. To jednak tylko osobiste preferencje, nic więcej :).

Z chronologią mam na myśli fakt, że pod żadnym pozorem nie piszę epilogu przed wprowadzeniem chronologicznie wcześniejszych wydarzeń. Oznacza to, że retrospekcje czy ewentualnie uzasadnione fabularnie przeskoki w przyszłość pojawiają się w takiej kolejności, w jakiej widzą je bohaterowie. Służy to temu, by fragmenty tekstu nie wydawały się pozlepianymi, tylko spójnie wypływającymi z potrzeby piszącego. Teraz np. przy okazji "Książki kucharskiej" mogę wyznać, że sam pomysł pojawił się, gdy w głowie zobaczyłam kilka obrazów:
- ośnieżonego Miasta, dokładnie rzecz biorąc, wschodniego brzegu Fae w miejscu, w którym rachityczne schodki przytulają się do wysoko położonego gruntu;
- zamulonego bajorka w środku jakiejś wioski z czymś w rodzaju zatkanej fontanny;
- ogromnej sali wypełnionej jakby zamrożonymi posągami, na które spływają kaskady pnączy przypominających glicynie;
- konia postawionego w niezwykle dlań żenującej sytuacji.


Niebezpiecznie przypomina to strategię Umberto Eco opisaną w "Wyznaniach młodego pisarza" (na marginesie: coś pięknego; każdy piszący i czytający powinien ją przeczytać). Że przytoczę skrócony cytat:

Umberto Eco napisał(a):
(...) Często zadawanym pytaniem jest: „Jaką ogólną ideę czy też jaki szczegółowy plan ma pan w głowie, przystępując do pisania?”. Dopiero po napisaniu trzeciej powieści zdałem sobie w pełni sprawę z tego, że punktem wyjścia do każdej z nich był inspirujący pomysł, będący czymś niewiele więcej niż obrazem. W „Dopiskach na marginesie Imienia róży” powiedziałem, że zacząłem pisać tę książkę, ponieważ „miałem ochotę otruć mnicha (...)". Byłem po prostu zafascynowany obrazem mnicha, który otruł się, czytając książkę (...).

Z "Wahadłem Foucaulta" sprawa była bardziej skomplikowana. Po napisaniu "Imienia róży" miałem poczucie, że w tę swoją pierwszą (i być może ostatnią) powieść włożyłem wszystko, co, nawet pośrednio, mogłem powiedzieć o sobie. Czy w ogóle istniało jeszcze coś innego, prawdziwie mojego, o czym mógłbym napisać? I wtedy w głowie pojawiły mi się dwa obrazy.

Pierwszym było wahadło Leona Foucaulta, które widziałem trzydzieści lat przedtem w Paryżu i które zrobiło na mnie wielkie wrażenie – kolejny silny dreszcz emocji, który od dawna spoczywał na dnie mojej duszy. Drugi obraz przedstawiał mnie samego – grającego na trąbce na pogrzebie kilku włoskich partyzantów. Jest to prawdziwa historia, o której często opowiadałem, bo uważam, że jest piękna – a także dlatego, że kiedy później przeczytałem Joyce’a, uświadomiłem sobie, że doznałem wówczas tego, co on nazywa (w "Stephen Hero") rodzajem epifanii.

Dlatego postanowiłem opowiedzieć historię, zaczynając od wahadła, a kończąc na chłopcu z trąbką na cmentarzu w niedzielny słoneczny poranek. Ale jak przejść od wahadła do trąbki? Aby uporać się z tym pytaniem, potrzebowałem ośmiu lat, a odpowiedzią okazała się powieść.


Problem, który porusza Eco, to fakt, w jaki sposób godnie połączyć te kilka obrazów. Historia snuje się sama, ale by była wiarygodna, musi splatać się w sposób, w jaki zamierza się ją zaprezentować. Wiem, że scena z Miastem ma pojawić się w epilogu, wynika to też ze stanu pogodowego. Bajorko zatem pojawi się przed nią i mimo iż mam doskonale sprecyzowany plan, jak scenka ta ma wyglądać, podświadomie wyczuwam, że muszę najpierw wprowadzić bajorko, potem konia i dopiero na końcu śnieg.

Dziwne? Bywa :roll: .

SPIDIvonMARDER napisał(a):
Osobiście jestem zdania, że poważniejsza objętością powieść bez zeszytu pełnego notatek będzie albo bałaganem, albo płytkim brodzikiem intryg. Po pierwsze, jeśli masz już powyżej 50 bohaterów, to nie ma siły, aby spamiętać wszystkie imiona, kolory włosów i miejsca zamieszkania. A czytelnicy z rozkoszą znajdą błąd typu: Anna ma na stronie 467 zielone oczy, a na 783 niebieskie". Porządkuje to też detale i wiemy, że np. dana frakcja liczy sobie tylu i tylu członków, ma takie i takie struktury... itd, itd.

Napisałęm w życiu z 10 powieści/książek, jedne z taką skrupulatnością, inne nie. Te "z" wygrywają we wszystkich kategoriach. Krótko mówiąc, bez konsepktu ani rusz.

Nie jestem też pewien, czy da naprawdę głęboką intrygę stworzyć bez kartki pełnej strzałek. Inaczej można się samemu zgubić we własnych wątkach!

Co do edycji i korekty, zależy jaki jest Twój poziom dyskleksji, którą w XXI wieku ma każdy ^^ Ja nie mogę wystawić w internet tekstu bez pomocy tzreciej osoby... jednak każdy, dosłownie każdy powinien przeczytać tekst minimum 2 razy po napisaniu i to najlepiej w inne dni, niż go zakończył.


Zgadzam się w pełni z opinią nt. notatek, chociaż przyznaję, że nigdy nie korzystałam z map myśli. Do pracy - tak, ale przy pisaniu tekstów (para)literackich nigdy. Albo się piszą i nie mam problemów z rozplanowaniem ich (gdy coś się śni tak długo, aż tego nie opiszesz, mnemotechniki niepotrzebne :twisted:), albo...

Hadrian napisał(a):
Keeper in Training napisał(a):
Dzielenie na rozdziały uważam za pewną pułapkę. Nigdy nie wiadomo, kiedy z przyczyn niezależnych robi się luka czasowa i trochę to głupio wygląda, a co ważniejsze, trudniej wrócić. Nigdy też chyba nie pisałam wbrew chronologii. Łatwo się pogubić, lepiej mieć oddzielny dokument z notatkami.


Hmmm... Nie do końca zrozumiałem, o czym mówisz :) Wydaje się, że nigdy nie miałem jakichkolwiek problemów z rozdziałami, po prostu jakiś przesuwałem w tekście lub wpychałem jakiś nowy i zmieniałem numer...


Jak już wspomniałam, nie odnoszę się do konkretnego tekstu. Trudno Cię nazwać żółtodziobem, łacherze, Tobie już nie wprowadza nieładu, bo kontrolujesz swój tekst :). Osobie, która dopiero zaczyna, może utrudnić życie.

Hadrian napisał(a):
Jeśli jednak chodzi o chronologię, to byłem zmuszony ostatnio ją zaburzyć, aby akcja była prowadzona równomiernie i równolegle. Obszernie opisane wydarzenia, które dzieją się na przestrzeni ok. 4 dni i dotyczą jednego bohatera, musiałem poprzedzielać trzema fragmentami, które dotyczą innych, a u których akcja idzie wolniej. Tak, aby czytelnik nie miał poczucia przytłoczenia akurat jedną intrygą w jednym momencie, tylko odczuł, że to wszystko rozwija się niezależnie od siebie, czasu i miejsca akcji.


Ważna rzecz, w pełni popieram. Nazywam to rytmem wahadłowym: fragment dynamicznej akcji, fragment statyczny, by czytelnik wziął oddech, znowu dynamiczny etc. Zmiana perspektywy też się przydaje.

Hadrian napisał(a):
Hattori napisał(a):
Warunkiem koniecznym jest jednak to, aby mieć przedtem rozpisaną całą fabułę - konkretnie, szczegółowo, ale bez przesady. Ja piszę fragmenty TDA bardzo losowo, zależnie od tego, na co akurat mam natchnienie i ochotę. Jednak zawsze mam to już ujęte w pewne ramy - dzięki temu nie boję się, że wyjdzie później coś niespójnego.


Nie zgodzę się. Próbowałem coś takiego robić kilka razy przed zaczęciem tekstu. I jak to się zaczęło? Żadnego z nich tak na dobrą sprawę nigdy nie rozpocząłem ;) No, w jednym całkiem sporo napisałem, ale szybko porzuciłem. Wydaje mi się, że opisywanie fabuły niejako sprawia, że pisarz ma poczucie, że już opowiedział tą historię, jaką miał do przekazania... :?


Ciekawa i, pozwolę sobie powiedzieć, wiarygodna hipoteza. Trochę to tajemnicze, wiem - nie nasza wina, Tharna :) .

Hadrian napisał(a):
Za to zdecydowanie jestem zwolennikiem rozpisywania sobie fabuły w przejrzystych punktach. Kolorami oznaczam scenki nieistniejące jeszcze, nie zaczęte, skończone i skończone, ale trzeba poważnie przeredagować. Zaznaczam też, kto akurat w tej scence jest głównym bohaterem i z kogo punktu widzenia będę opisywał to, co ma się wydarzyć - narrator trzecioosobowy o ograniczonej wiedzy, charakterystyczny dla Gry o Tron i reszty książek z serii :) Tylko tam to ustalił kilka głównych postaci, których ciągle się trzyma i oznacza tytuły rozdziałów ich imionami lub określeniami ("Twórczyni królowych"). Ciekawe i oryginalne.


Mam pytanie: jesteś uznawany za ścisłowca? Wydajesz się mieć bardzo spójny system, a efekty widać w kolejnych tekstach. Ostatni był zwyczajnie wyborny.

Hadrian napisał(a):
SPIDIvonMARDER napisał(a):
Osobiście jestem zdania, że poważniejsza objętością powieść bez zeszytu pełnego notatek będzie albo bałaganem, albo płytkim brodzikiem intryg. Po pierwsze, jeśli masz już powyżej 50 bohaterów, to nie ma siły, aby spamiętać wszystkie imiona, kolory włosów i miejsca zamieszkania. A czytelnicy z rozkoszą znajdą błąd typu: Anna ma na stronie 467 zielone oczy, a na 783 niebieskie". Porządkuje to też detale i wiemy, że np. dana frakcja liczy sobie tylu i tylu członków, ma takie i takie struktury... itd, itd.


Mniej więcej się zgadzam, ja jednak mam tendencję do ciągłych zmian fabularnych i dorabiania wszystkiego na gorąco. Czasem po prostu pojawi mi się jakiś niejasny pomysł, zaczynam opisywać całą scenę na gorąco, dodając masę szczegółów i tego, o czym jeszcze przed chwilą bym nie pomyślał. Przykład? Niespodziewanie dochodzi do morderstwa. Opisuję dokładnie scenę śmierci, wiem kto i kogo zabił, ale zwykle nie znam powodów kierujących mordercą. Te się pojawiają w głowie dopiero... gdy świadkowie, lub inne osoby postronne, zaczynają rozmawiać o całej sprawie i sami formułować swoje wnioski, wyrażać opinie. Wtedy ja sam wpadam na to, co tak naprawdę powinienem wiedzieć od początku xD Trochę popieprzone, ale to pomaga.


To trochę jak u Eco. Ostatnio na konkurs, który organizował Johnn Four, przygotowywałam tzw. campaign seeds - zalążki kampanii lub przygód na sesje RPG. Świetne ćwiczenie - zmieść się w limicie 100-150 słów tak, by opisać sytuację, kilka postaci niezależnych i zachęcić do gry. Tak się złożyło, że moje zgłoszenia pojawiły się w końcowej publikacji. Kumpel skorzystał i sekundowałam mu w mistrzowaniu. Było to bardzo przydatne, bo w momencie, w którym się nieco zacinał, od razu mogłam podać mu pomysł (w końcu znałam koncepcję). Ciekawostka polega na tym, że w dokładnie dopracowanej przygodzie sensacyjno-detektywistycznej nie miałam pomysłu na samego przestępcę. Ten przyszedł dopiero w kluczowym momencie sesji. Podsumowując, doskonale Cię rozumiem ;).

Hattori napisał(a):
Hadrian napisał(a):
Hattori napisał(a):
Warunkiem koniecznym jest jednak to, aby mieć przedtem rozpisaną całą fabułę - konkretnie, szczegółowo, ale bez przesady. Ja piszę fragmenty TDA bardzo losowo, zależnie od tego, na co akurat mam natchnienie i ochotę. Jednak zawsze mam to już ujęte w pewne ramy - dzięki temu nie boję się, że wyjdzie później coś niespójnego.


Nie zgodzę się. Próbowałem coś takiego robić kilka razy przed zaczęciem tekstu. I jak to się zaczęło? Żadnego z nich tak na dobrą sprawę nigdy nie rozpocząłem ;) No, w jednym całkiem sporo napisałem, ale szybko porzuciłem. Wydaje mi się, że opisywanie fabuły niejako sprawia, że pisarz ma poczucie, że już opowiedział tą historię, jaką miał do przekazania... :?

Opisujesz trochę inną sytuację, niż moja, ale to dobrze. Widzisz, ja nie miałem problemu z zaczęciem pisania TDA, a rozpisanie i domknięcie fabuły miało miejsce już w trakcie - było reakcją na oszacowany przeze mnie rozmiar TDA. I tak, wiem, jakie to doświadczenie wstępnie coś "naszkicować" i później już nie mieć zapału do tego wrócić - mam to samo, tyle że z pracami graficznymi. ;) Tak więc, mamy dwie sytuacje: jedna, kiedy rozpisanie fabuły ma miejsce przed pisaniem, i druga - w trakcie pisania. Właśnie się dowiedzieliśmy, że ten pierwszy wariant może być niebezpieczny.

Komuś może się przydać ten fakt, na przykład Tharnie. ;)

Jeszcze odpowiedź na temat dialogów: mi raczej nie wychodzą drętwe, o wiele bardziej wolę pisać i czytać dialogi niż opisy. Moi bohaterowie też skaczą z "tematu na temat" i muszę jedynie uważać, aby się nie zagalopowały.


Innymi słowy też miałeś sytuację, w której tekst zaczyna żyć własnym życiem? To jak opis powstawania "Mektub..." (wersji pisanej do szuflady - znacznie bardziej dopracowanej i jedynej dostępnej do dziś w Sieci) oraz "Książki kucharskiej".

SPIDIvonMARDER napisał(a):
Hadrian: wtedy po prostu dokonujesz korekty w notatkach. To dużo prostrze, niż zaufać własnej pamięci, a potem szukać po cały, dokumencie detalu, którego się zapomniało.

Dialogi: dużo daje czytanie ich na głos z pewną modulacją, intonacją głosu zbliżoną do pożądanego efektu. Pozwala to wyczuć, czy dialogi nie są sztuczne lub nadto teatralne. Kwestią kluczową są też "didaskalia" (nie wiem, czy w epice też można użyć tego określeniea, stąd cudzysłów). Połowę dialogu, jego jakości, jest zawarte w opisach co postać robi i myśli, jak się zachowuje. Wtedy mamy plastyczny opis np. tonacji głosu czy mimiki twarzy. Co więcej, czasem łatwiej napisać:

Garrett prychnął lekceważąco, a na jego twarzy malowało się soczyste niedowierzanie


niż kombinować z onomatopejami:

-Pfffff... jaaaasne! Już ci wierzę!


Przede wszystkim decydujesz, w jakich proporcjach zmieszasz mowę zależną i niezależną. Ta pierwsza zwykle wprowadza dialog w sytuacji statycznej, ta druga podkreśla dynamikę. Czytanie na głos to pierwszorzędna technika. A jeśli jesteś już tak sfiksowany jak ja - słyszysz głosy... nie musisz nawet głosić :twisted: .

Hadrian napisał(a):
A jak wam u was z rozmowami? Jak je piszecie, macie czasem wrażenie, że wychodzą drętwe? Ja zwykle też piszę je całkowicie na gorąco, wypowiedź po wypowiedzi. Zazwyczaj wiem o czym bohaterowie mają rozmawiać i w jakim celu lub okolicznościach się spotkali, wtedy zaczynam po prostu pisać to, co by mieli sobie do powiedzenia. Potem skaczą z tematu na temat, czasem potrafią niespodziewanie się pożegnać - tak jak w rzeczywistości :)


Tu powiem, że w większości przypadków nie. Znów wyjdę na schizofreniczkę, ale u mnie postaci po prostu mówią, a ja zapisuję. Z grubsza. Często scena rodzi się z krótkiej wymiany zdań, która później rośnie - już na samej kartce. Zwracam uwagę na rozłożenie akcentów, bo zawsze mam przed oczami osobę czytającą tekst pewnej grupie (taka wizualizacja przydaje się potem przy głoszeniu referatów itp.); tak jak powiedział Spidi, warto przeczytać sobie coś na głos. To też dobra wskazówka na temat długości zdań - często korzystam z wielokrotnie złożonych, jestem po prostu przyzwyczajona do czytania tekstów, które są w dużej mierze na nich oparte. Długie zdania mnie nie męczą, ale muszą mieć odpowiedni rytm, dykcję, akcentowanie. Na początku - naprawdę dawno - często czytałam na głos, by usłyszeć brzmienie. Teraz tego nie potrzebuję: znam głos moich postaci i słyszę ich wypowiedzi. To ułatwia - w domu nie jesteśmy sami, a wykłócający się Garrett brzmi dość żenująco w uszach postronnych :-) :diab9: .

Hattori napisał(a):
Co do formy pracy nad tekstem - inspiracja rzecz ulotna i dlatego nie ma niczego złego w tym, by zapisywać, co akurat ślina na język przyniesie. Warunkiem koniecznym jest jednak to, aby mieć przedtem rozpisaną całą fabułę - konkretnie, szczegółowo, ale bez przesady. Ja piszę fragmenty TDA bardzo losowo, zależnie od tego, na co akurat mam natchnienie i ochotę. Jednak zawsze mam to już ujęte w pewne ramy - dzięki temu nie boję się, że wyjdzie później coś niespójnego.

Co do redagowania i korekty. Oczywiście robię własną - po ukończeniu rozdziału czytam go jeszcze raz, od początku do końca (czasem chyba zbyt wiele razy ;) ), patrząc, czy wszystko jest w porządku. Ponadto - w ramach starej znajomości - mam tą przyjemną możliwość wysłania swojej pracy do Keeper, zanim trafi do szerszego grona. :) Myślę, że jak ją ładnie poprosisz i wyślesz swoją pierwszą wersję, to z Tobą również podzieli się fachową wiedzą. Chociaż nie będę się za nikogo wypowiadać - wiesz, wszyscy mamy własne życia.

Ogółem jednak zawsze znajdą się na tym Forum osoby chętne do tego, by pomóc Ci rozwinąć swe złodziejsko-literackie skrzydła :aniol: ;)


Nie aspiruję do fachowej wiedzy - jak zauważycie, nie używam nawet pojęć "pisarz" i "powieść" w stosunku do swoich tekstów, za wysokie progi na moje krótkie nóżki - ale oczywiście chętnie pomogę, jak umiem.

_________________
"(...) Garrett had the humbling realisation that he'd smothered more girls than he'd kissed. A good deal more. An embarrassingly good deal." - RedNightmare, "Half-Full"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 26 paź 2014 01:16 
Młotodzierżca
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 lis 2011 16:40
Posty: 869
Lokalizacja: The Keepers' Chapel (Zamurze)
Keeper in Training napisał(a):
Tu doprecyzuję: Hattori łączy talent z dobrymi, naprawdę dobrymi podstawami merytorycznymi. TDA to pełnoprawna powieść zarówno pod względem objętości, jak - przede wszystkim - jakości. Uważam, że spokojnie może wprowadzać rozdziały w taki sposób, jak ma to miejsce w TDA.
(...)
Nie aspiruję do fachowej wiedzy - jak zauważycie, nie używam nawet pojęć "pisarz" i "powieść" w stosunku do swoich tekstów, za wysokie progi na moje krótkie nóżki - ale oczywiście chętnie pomogę, jak umiem.

Ja też czuję się zmuszony do wyrażenia skromności ;-P Zacznę od stwierdzenia, że nie jestem humanistą. Moja merytoryczność opiera się na wyuczonych, żelaznych zasadach, których jako ścisłowiec umiem przestrzegać. Patrzę na siebie i nie przeczę, mam jakiś literacki talent, nie wiem skąd on się bierze, w każdym razie to nadal nie jest humanizm :) Wróćmy do podstaw merytorycznych. Zapytasz mnie, co to jest zaimek dzierżawczy albo mowa zależna - nie mam pojęcia ;) Nawet, stosując na co dzień. Łatwo mogę to nadrobić, czytając pewien leksykon języka polskiego w domu, kiedyś w końcu się skuszę. I jeszcze jedna rzecz - wspomniany kompleks literacki bierze się stąd, iż uważam, że nie powinno się pisać fantastyki, nie znając Tolkiena lub Roberta E. Howarda - jest to o tyle dziwne, że mówi to właśnie osoba, która czytała tylko "Hobbita" :) Mimo to nadal uważam to za poprawne założenie, które zamierzam zrealizować.

Może niepotrzebnie naprostowuję. Ale naprawdę nie uważam się za pełnoprawnego pisarza i toczę wojnę z kompleksem, choć zawsze jest to bardzo spokojna wojna :) W końcu stworzony jestem do innych rzeczy. Cóż rzec jeszcze - nie jestem jakimś leszczem i umniejszam się jedynie do pewnego stopnia. Ostatnio przeczytałem sobie Prolog TDA - jest on po kilku korektach, a i tak jakość tych niezmienionych nigdy rzeczy sprawia, że nadal czyta mi się to świetnie. Tak więc, już kończąc, powody do dumy zawsze są i zawsze będą.

-----------------

Wiem, że to właśnie temat na takie rozważania, ale zdajecie sobie sprawę, że piszemy masę tekstu na temat - hehe - pisania tekstu? :P Perpetum mobile.

_________________
Moje konto DA:
http://keeperhattori.deviantart.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 26 paź 2014 11:20 
Złodziej
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 sty 2009 13:38
Posty: 2329
Lokalizacja: Archiwa Miejskie
Keeper in Training napisał(a):
Hadrian napisał(a):
Za to zdecydowanie jestem zwolennikiem rozpisywania sobie fabuły w przejrzystych punktach. Kolorami oznaczam scenki nieistniejące jeszcze, nie zaczęte, skończone i skończone, ale trzeba poważnie przeredagować. Zaznaczam też, kto akurat w tej scence jest głównym bohaterem i z kogo punktu widzenia będę opisywał to, co ma się wydarzyć - narrator trzecioosobowy o ograniczonej wiedzy, charakterystyczny dla Gry o Tron i reszty książek z serii Tylko tam to ustalił kilka głównych postaci, których ciągle się trzyma i oznacza tytuły rozdziałów ich imionami lub określeniami ("Twórczyni królowych"). Ciekawe i oryginalne.


Mam pytanie: jesteś uznawany za ścisłowca? Wydajesz się mieć bardzo spójny system, a efekty widać w kolejnych tekstach. Ostatni był zwyczajnie wyborny.


Broń, Boże :-D Znajomi ze mnie widzą szalonego historyka siedzącego w książkach i coś tam dłubiącego w jakiś tekstach... Sam się uważam za humanistę, chociaż nie takiego stuprocentowego - radzę sobie jakoś z przedmiotami ścisłymi, ale nie daje mi satysfakcji poprawne wykonanie zadania z matematyki ;)

A ten system, który opisałem, został stworzony nie dawno, na potrzeby tekstu, który jest teraz w fazie produkcji... Wcześniejsze "dzieła" pisałem na żywca, scena po scenie :)

Hattori napisał(a):
Ja też czuję się zmuszony do wyrażenia skromności ;-P Zacznę od stwierdzenia, że nie jestem humanistą. Moja merytoryczność opiera się na wyuczonych, żelaznych zasadach, których jako ścisłowiec umiem przestrzegać. Patrzę na siebie i nie przeczę, mam jakiś literacki talent, nie wiem skąd on się bierze, w każdym razie to nadal nie jest humanizm :) Wróćmy do podstaw merytorycznych. Zapytasz mnie, co to jest zaimek dzierżawczy albo mowa zależna - nie mam pojęcia ;) Nawet, stosując na co dzień. Łatwo mogę to nadrobić, czytając pewien leksykon języka polskiego w domu, kiedyś w końcu się skuszę.


Oj, Hattori... Nigdy nie spodziewałbym się :)

Hattori napisał(a):
I jeszcze jedna rzecz - wspomniany kompleks literacki bierze się stąd, iż uważam, że nie powinno się pisać fantastyki, nie znając Tolkiena lub Roberta E. Howarda - jest to o tyle dziwne, że mówi to właśnie osoba, która czytała tylko "Hobbita" :) Mimo to nadal uważam to za poprawne założenie, które zamierzam zrealizować.


Piszę teraz tylko fantastykę... Tolkiena nie lubię, Howarda mam dopiero zamiar przeczytać... Czy to czyni ze mnie jakiegoś obrazoburcę? :P


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 26 paź 2014 11:38 
Ożywieniec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 mar 2014 20:14
Posty: 92
Wow, ale przyjemnie rozpisaliście się :)
Od momentu zadania pytania stanęłam w miejscu z pisaniem i czekam aż mój szanowny małżonek wyjedzie sobie do Szwecji 8-)
Zakończyłam pierwszy i myślę dosyć ważny rozdział o głównych bohaterach, a zaczęłam pisać drugi opisujący świat i to co dzieje się wokół.

Skorzystam jednak z rad i założę zeszyt, w którym będą opisane postacie i miejsca. Fabułę trochę boje się spisywać w punktach, bo często jest tak, że wyobraźnia mnie ponosi i bardzo często dodaję coś czego w ogóle wcześniej w mojej głowie nie było. Ale same wydarzenia (sytuacje) chyba warto.
Ponadto ostatnio noszę ze sobą wszędzie zeszyt. Tak, to tak jak z zapisywaniem wszystkiego na kartkach (bądź czegokolwiek co ma się pod ręką a nadaje się do wypełnienia tekstem). Jak nie mam zeszytu to potrafię pisać na własnej skórze 8-)
Nie planuję pisać opasłej księgi, myślę, że będzie to coś w rodzaju koncepcji Pratchetta. Czyli jeden świat, tyle że zupełnie inny i każda część o innych bohaterach i wydarzeniach (czyli o czym innym).
Mam tez napisane jedno opowiadanie w pierwszej osobie i zastanawiam się co z nim zrobić :roll:

_________________
.............


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 26 paź 2014 13:17 
Szaman
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 05 sty 2003 13:23
Posty: 1044
Lokalizacja: Karath-din
No... pochwalić sę nim tu, na ten przykład (tzn. w tym dziale, niekoniecznie w tym wątku ;) ).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 26 paź 2014 17:36 
Garrett
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 sty 2008 21:32
Posty: 4495
Lokalizacja: Świątynia Nieba z Zaginionego Miasta
W zeszycie warto mieć chociaż szkic, kręgosłup fabularny. Oczywiście, że wypisanie wszystkich wątków pobocznych to duża praca i niekoniecznie potrzebna... szczególnie, jeśli są to np. wypełnienia fabuły, dodające klimatu, a nie rzeczy kluczowe.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 12 sty 2015 18:06 
Młotodzierżca
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 lis 2011 16:40
Posty: 869
Lokalizacja: The Keepers' Chapel (Zamurze)
Ludki, potrzebuję pomocy w identyfikacji obuwia. Link: http://youtu.be/N-hoMr44MdY?t=1m12s

Chodzi mi o buty, które ma sobie ten Ostrogot, widoczny w środku od 1:12. Któryś raz się z nimi spotykam, normalnie dałbym wam inne źródło, gdybym oczywiście wiedział, czego szukać ;)

Ściślej: chodzi mi głównie o to, po co są te krzyżujące się pasy na poziomie łydek. Czy jest to w ogóle część obuwia, czy element osobny? Jaka jest ich funkcja, w jakim okresie tego używano, no i czy całość ma jakąś własną nazwę?

Szukałem u Wujka pod hasłami w stylu buty średniowieczne, nie trafiłem jednak na nic konkretnego. Z góry dziękówa za pomoc.

_________________
Moje konto DA:
http://keeperhattori.deviantart.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 12 sty 2015 22:00 
Bruce Dickinson
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 kwi 2003 11:07
Posty: 4501
Lokalizacja: Radlin
Te buty z pasami to tzw. "gladiatorki". Dziś istnieje to już chyba tylko w formie obuwia damskiego. Jeśli chodzi o ich historię, to nie chciało mi się szukać, ale "hasło" już znasz, więc pytaj wujka Googla ;)

EDIT: Aż dziw, że to wyewoluowało do np. czegoś takiego - KLIK

EDIT 2: A dobra, dla zaspokojenia swojej ciekawości jednak pogrzebałem dalej i to "obuwie" nazywało się "fascia". Ja czytamy w opisie na tej stronie:
Cytuj:
Fascia which was protective leg padding worn below a greave. It consisted of a band of material, or skin, or leather

A tutaj możesz sobie pooglądać fascie - KLIK ;)

_________________
SZKICE UMYSŁU - reaktywacja
Wherever You Go, There You Are...
Ciemność jest naszym sprzymierzeńcem!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 13 sty 2015 20:35 
Młotodzierżca
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 lis 2011 16:40
Posty: 869
Lokalizacja: The Keepers' Chapel (Zamurze)
A więc pierwotnie służyło to jako wewnętrzna ochrona, swoista wyściółka pod nagolenniki, jednak z czasem armia/piechur przerzucili się na wariant ekonomiczny, czyli bez tych ostatnich :) Chociaż nie wiadomo, czy wszyscy.

Myślę, że to wyczerpuje temat. Dzięki Mav!

_________________
Moje konto DA:
http://keeperhattori.deviantart.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 13 sty 2015 23:06 
Arcykapłan
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 01 paź 2009 14:01
Posty: 1409
Lokalizacja: Miasto, Południowa Dzielnica (przy fontannie)
Hattori napisał(a):
A więc pierwotnie służyło to jako wewnętrzna ochrona, swoista wyściółka pod nagolenniki, jednak z czasem armia/piechur przerzucili się na wariant ekonomiczny, czyli bez tych ostatnich :) Chociaż nie wiadomo, czy wszyscy.

Myślę, że to wyczerpuje temat. Dzięki Mav!


Przede wszystkim takie obuwie to cecha kultur z terenów o klimacie gorącym, zwróć uwagę, że nosili je starożytni Grecy i Rzymianie. Bardziej na północy byłoby w nich za zimno.

_________________
"(...) Garrett had the humbling realisation that he'd smothered more girls than he'd kissed. A good deal more. An embarrassingly good deal." - RedNightmare, "Half-Full"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 13 sty 2015 23:48 
Szaman
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 05 sty 2003 13:23
Posty: 1044
Lokalizacja: Karath-din
No nie wiem, specjalistką od tego okresu nie jestem, trochę poszukałam (z marnym skutkiem), ale wydaje mi się, że to po prostu rzemienie trzymające w kupie nogawki spodni, może żeby niepotrzebnie się nie plątały między nogami. Z butami to chyba nie ma wiele wspólnego, a na rzymianki to raczej nie wygląda. Poza tym, Ostrogoci w ciepłym klimacie natywnie nie występowali ;).

Tharna wspominała coś o grupach rekonstrukcyjnych, może wie, co to, a przynajmniej może naprowadzić na właściwy trop (dla chętnych z dużą ilością wolnego czasu polecam http://www.freha.pl)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 14 sty 2015 20:04 
Młotodzierżca
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 lis 2011 16:40
Posty: 869
Lokalizacja: The Keepers' Chapel (Zamurze)
Keeper in Training napisał(a):
Przede wszystkim takie obuwie to cecha kultur z terenów o klimacie gorącym, zwróć uwagę, że nosili je starożytni Grecy i Rzymianie. Bardziej na północy byłoby w nich za zimno.

Dokładnie. Wcześniej przy szukaniu natknąłem się na całkiem przewiewne buty rzymskiego legionisty, ale uznałem je wtedy za niepodobne. Zapewne nasz Ostrogot ma buty nałożone na nogawki i może coś na kształt skarpet.

PS. Keeper, odbierz PW ;)

_________________
Moje konto DA:
http://keeperhattori.deviantart.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 20 sty 2015 13:38 
Arcykapłan
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 01 paź 2009 14:01
Posty: 1409
Lokalizacja: Miasto, Południowa Dzielnica (przy fontannie)
Hattori napisał(a):
Keeper in Training napisał(a):
Przede wszystkim takie obuwie to cecha kultur z terenów o klimacie gorącym, zwróć uwagę, że nosili je starożytni Grecy i Rzymianie. Bardziej na północy byłoby w nich za zimno.

Dokładnie. Wcześniej przy szukaniu natknąłem się na całkiem przewiewne buty rzymskiego legionisty, ale uznałem je wtedy za niepodobne. Zapewne nasz Ostrogot ma buty nałożone na nogawki i może coś na kształt skarpet.

PS. Keeper, odbierz PW ;)


Jeszcze mogą być - jak u ludów zamieszkujących zimne tereny - paski utrzymujące ubranie znajdujące się poniżej.

PS Przybyłam, zobaczyłam, odpowiedź ułożyłam ;).

_________________
"(...) Garrett had the humbling realisation that he'd smothered more girls than he'd kissed. A good deal more. An embarrassingly good deal." - RedNightmare, "Half-Full"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 15 lut 2015 18:33 
Złodziej
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 sty 2009 13:38
Posty: 2329
Lokalizacja: Archiwa Miejskie
Mam pytanie do szanownych forumowiczów :)

Załóżmy, że mam taki komiks, który nie został wydany w języku polskim. I jako jego wielki fan, chciałbym napisać powieść na jego podstawie, używając historii, bohaterów i reszty świata przedstawionego w mojej powieści, którą miałbym zamiar wydać i ewentualnie zbijać kokosy ;)

Tak, wpadł mi do głowy taki pomysł, ale właściwie czysto teoretyczny :-D I tak pewnie zostanie. Zastanawiam się jednak, jakie są kwestie prawne? Zresztą widziałem w bibliotekach książki na podstawie filmów, np. Mumia. Więc można raczej, ale musiałbym się postarać o jakieś pozwolenia czy skontaktować się z twórcami (jakoś)? A może nie byłoby to zupełnie potrzebne?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 15 lut 2015 23:16 
Arcykapłan
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 01 paź 2009 14:01
Posty: 1409
Lokalizacja: Miasto, Południowa Dzielnica (przy fontannie)
Hadrian napisał(a):
Mam pytanie do szanownych forumowiczów :)

Załóżmy, że mam taki komiks, który nie został wydany w języku polskim. I jako jego wielki fan, chciałbym napisać powieść na jego podstawie, używając historii, bohaterów i reszty świata przedstawionego w mojej powieści, którą miałbym zamiar wydać i ewentualnie zbijać kokosy ;)

Tak, wpadł mi do głowy taki pomysł, ale właściwie czysto teoretyczny :-D I tak pewnie zostanie. Zastanawiam się jednak, jakie są kwestie prawne? Zresztą widziałem w bibliotekach książki na podstawie filmów, np. Mumia. Więc można raczej, ale musiałbym się postarać o jakieś pozwolenia czy skontaktować się z twórcami (jakoś)? A może nie byłoby to zupełnie potrzebne?


Książki na podstawie filmu są zlecane przez właścicieli praw autorskich tegoż filmu, wszystkim zajmują się prawnicy. Bez tego ani rusz (chociaż, co wielce niepokojące, "50 twarzy Greya" czy jak tam się to coś nazywa jest fanfikiem, a jakoś się utrzymuje... niemniej fanart jest legalny tak długo, jak nie czerpiesz z tego korzyści, więc cała heca z mojego punktu widzenia w tym przypadku jest po prostu nieetyczna)...

Napisz do twórcy, ale nie liczyłabym na rekompensatę pieniężną. To zresztą zależy od autora - pisarze są bardziej skłonni do ustępstw niż filmowcy etc. Na dwoje babka wróżyła.

Lepiej brzmi wrzucenie komiksu do Sieci za darmo i umieszczenie gdzieś na stronie dyskretnej skarbonki na dobrowolne datki. Jeśli już...

_________________
"(...) Garrett had the humbling realisation that he'd smothered more girls than he'd kissed. A good deal more. An embarrassingly good deal." - RedNightmare, "Half-Full"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 16 lut 2015 13:59 
Garrett
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 sty 2008 21:32
Posty: 4495
Lokalizacja: Świątynia Nieba z Zaginionego Miasta
Twórczośc fanowska sama w sobie tez nie jest do końca legalna, bo nie masz prawa używać zastrzeżonych imion, postaci itd. Oczywiście nikt normalny za to nie wysyła pozwów, ale i tak co jakiś czas tu i ówdzie się słyszy o gestapowskiej akcji na YT, gdzie zdejmują filmiki fanowskie i takie tam.

Jeśli chcesz cokolwiek wydać, nawet za free, musisz mieć licencję. Nawet jak będzie to czysto fanowska, niekomercyjna kontynuacja Wiedźmina, musisz mieć prawa autorskie.

Sprawdzałem to jakiś czas temu.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 22 sie 2015 10:54 
Złodziej
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 sty 2009 13:38
Posty: 2329
Lokalizacja: Archiwa Miejskie
Kolejny fragment z mojej powieści, osobiście jestem z niego bardzo dumny :)


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 22 sie 2015 14:12 
Młotodzierżca
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 lis 2011 16:40
Posty: 869
Lokalizacja: The Keepers' Chapel (Zamurze)
Miła niespodzianka. Zgaduję, że jest to to samo uniwersum, w którym napisałeś "Spisek Jaszczurzy". Czy możesz pokrótce opisać, jaka jest relacja między tamtym tekstem a tym?

Cytuj:
Wydmuchał nos w palce i wytarł je o obicie ściany wykonane z czarnego atłasu, czarnego niczym serce arcyksiążę po stracie żony.
Powinno być "arcyksięcia".
Cytuj:
Gdy nastała absolutna cicha, znowu wypił, tym razem tylko połowę szklanicy.
Powinno być "cisza".

Cytuj:
Nie było tajemnicą, że imperator Hadrian V pija alkohol tylko od święta. W wodzie łatwiej jest wykryć truciznę. Trucizny obawiał się jak ognia od samego początku swego panowania.
Skoro w wodzie łatwiej ukryć truciznę, to dlaczego imperator rezygnował z alkoholu na korzyść wody? Może coś źle zrozumiałem.

Cytuj:
Czang-pej
Brzmi ciekawie. Czyżby w twoim uniwersum istniała jakaś azjatycka kraina? :)

Podsumowując, bardzo bogato i ładnie napisane cztery strony. Widać, że masz ciągoty do sfer arystokratycznych. Z jednej strony zazdroszczę wiedzy na temat panującej wtedy hierarchii, z drugiej - dużo elementów tej wiedzy umieszczonych w tekście sprawia, że opowiadanie staje się bliższe czasom nowożytnym niż średniowiecznym. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie, a nie są to już do końca moje klimaty. W każdym razie nie przejmuj się, na pewno znajdą się więksi zwolennicy (zwolenniczki? :hyh ) tego typu klimatu i opisów.

_________________
Moje konto DA:
http://keeperhattori.deviantart.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kawiarenka
PostNapisane: 22 sie 2015 14:47 
Złodziej
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 sty 2009 13:38
Posty: 2329
Lokalizacja: Archiwa Miejskie
Hattori napisał(a):
Miła niespodzianka. Zgaduję, że jest to to samo uniwersum, w którym napisałeś "Spisek Jaszczurzy". Czy możesz pokrótce opisać, jaka jest relacja między tamtym tekstem a tym?


Ciężko wytłumaczyć. Główny bohater "Spisku" (który teraz strasznie mi się nie podoba...) będzie jednym z głównych bohaterów powieści. Wydarzenia z tamtego opowiadania, nieco zmienione, miały się znaleźć w powieści. Teraz jednak rozważam rezygnację z nich, bądź gruntowną zmianę fabuły.

Cytuj:
Cytuj:
Nie było tajemnicą, że imperator Hadrian V pija alkohol tylko od święta. W wodzie łatwiej jest wykryć truciznę. Trucizny obawiał się jak ognia od samego początku swego panowania.

Skoro w wodzie łatwiej ukryć truciznę, to dlaczego imperator rezygnował z alkoholu na korzyść wody? Może coś źle zrozumiałem.


W wodzie jest łatwiej WYkryć truciznę ;)

Cytuj:
Czang-pej
Brzmi ciekawie. Czyżby w twoim uniwersum istniała jakaś azjatycka kraina? :)[/quote]

Chang-pej to odpowiednik Chin oczywiście, aktualnie pogrążone w wojnie pomiędzy cesarzową a jej córką. Raczej taka ciekawostka dla czytelnika, niż istotne miejsce.

Cytuj:
Podsumowując, bardzo bogato i ładnie napisane cztery strony. Widać, że masz ciągoty do sfer arystokratycznych. Z jednej strony zazdroszczę wiedzy na temat panującej wtedy hierarchii


Tylko częściowo czerpię szczegółowe informacje z historii. Lubię też mieszać motywy i pojęcia. Chociażby minister w Imperium Azzerantów to wysłannik swojego rodu namiestniczego, który na dworze dba o interesy swojej prowincji. A Ministerstwo to rada ministrów.

Cytuj:
z drugiej - dużo elementów tej wiedzy umieszczonych w tekście sprawia, że opowiadanie staje się bliższe czasom nowożytnym niż średniowiecznym. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie, a nie są to już do końca moje klimaty. W każdym razie nie przejmuj się, na pewno znajdą się więksi zwolennicy (zwolenniczki? :hyh ) tego typu klimatu i opisów.


Nie musisz się tłumaczyć, że nie odpowiada Ci klimat. Cieszę się jednak, że czujesz klimat nowożytności, właśnie to chciałem osiągnąć - to już renesans, nie wymęczone przez fantasy średniowiecze. Jest rok 1462, ale kulturowo bliżej jest już do 1562, chociaż technologicznie to trochę zastój - najnowszym wynalazkiem w tym uniwersum jest arkebuz.

Inspiracją dużą dla mnie, do opisania dworskiego życia, jest powieść "Królowa Margot" Aleksandra Dumasa. Mimo skromnych opisów pisarz zawarł w niej klimat epoki, dodając zaledwie drobne akcenty - wszędobylscy dworzanie, paziowie trzymający świeczniki, pokojowe czuwające w przedsionku, kręcące się pod nogami charty, skrzynie pod oknami. Chyba najdziwniejszym takim zwyczajem opisanym przez Dumasa była sytuacja, jak królowa Katarzyna odwiedza córkę, wchodzi do komnaty i rozstawia po kątach swoich dworzan :P

A błędy już poprawione ;)


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 294 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12

Teraz jest 23 paź 2017 23:32


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron