Zaloguj | Zarejestruj








Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 13 mar 2014 23:45 
Garrett
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 sty 2008 21:32
Posty: 4498
Lokalizacja: Świątynia Nieba z Zaginionego Miasta
Opowiadanie konkursowe:

viewtopic.php?p=143464#p143464

Wstawiam tutaj, aby był porządek w dziale.

Chciałem zrobić coś Thiwef - My Little Pony, ale spodziewałbym się automatycznego hejtu, więc się powstrzymałem :P

Opowiadanko miało teoretycznie nigdy nie powstać, gdyż obiecałem już nie pisać o Thiefie. Uznałem jednak, że większą plamą na honorze od złamanej obietnicy będzie nie wziąć udziału w konkursie artystycznym, który nie ja zorganizowałem! Dlatego wybaczcie...

Tekst napisany pod wpływem natchnienie. Wpadłem na niego dzisiaj w czasie jechania na rowerze na uczelnię, a napisałem od razu po powrocie. Jest króciutki, gdyż termin zakończenia konkursu jeszcze dziś był dość srogi :)


I ostatnia uwaga: ponieważ publikując opowiadania Thiefowe na tym forum wyrobiłem sobie pewien styl, to aby być konsekwentnym, kontynuuję ten styl. Stąd angielski tytuł i liryczny wstęp.

Enjoy!



Silver Spoon
Srebrna Łyżka

Spójrz czasem tak, jakbyś nie był sobą
Przemów głosem, co do ciem nie należy
Warto iść każdą możliwą drogą
Jeśli tylko do mądrości ona bieży







-Złodziej!
-Złodziej?
-Złodziej?!
-ZŁODZIEJ!

Nagle wybuchł taki harmider, że zaprawdę, nie dało się tego wytrzymać na trzeźwo. Próbowałem ich wszystkich uciszyć, ale jakbym nie miał głosu! Żadnego efektu!
-Złodziej! Złodziej wdarł się do domu! – krzyczał ktoś, dolewając oliwy do ognia paniki.
-Cisza! CISZA! – wrzasnąłem i dopiero wtedy to dało jako taki efekt. Milczenia nie osiągnąłem, ale jako tako zwróciłem na siebie uwagę, co pozwoliło kontynuować moją atencyjną ofensywę.
-Jaki złodziej? Skąd to możesz wiedzieć? – spytałem. Ten, co jeszcze przed chwilą tak ochoczo zdzierał sobie głos nagle zamilkł zawstydzony. Dopiero po paru nerwowych chwilach zdobył się na jakąkolwiek odpowiedź.
-A, słyszałem od kogoś...
-Kto ci to powiedział?
-No, taki jeden... nie wiem, czy znasz...
-Gadaj!
-No... obraz z korytarza...

Obraz! Więc wszystko jasne! Te cwaniaki wiszące po całym domu myślą, że z racji, że kosztowały masę pieniędzy, to są lepsze od innych i mogą nam wkręcać dowolne kity bez żadnej cywilnej odpowiedzialności. Chyba już nawet wiem o kogo chodzi. To zapewne portret małżonki lorda, on był najbardziej gadatliwy i podatny na głód sławy. Chciałby być skarbem numer jeden w tym cholernym dworze pełnym szeptów, ale wie, że ma się nijak do mnie i mojej rodziny. Co jak co, ale srebrna zastawa stołowa na osiemnaście osób z grawerowanymi imionami członków rodu, a także drogocenną inkrustacją to nie byle jaki fant i niech te amatorskie bohomazy to w końcu zrozumieją!
-Obrazy dużo gadają głupot, nie ufaj im tak od razu...
-O, a ja twierdzę, że to istotny powód do niepokoju! – odezwał się wysoki głos nieco zza mnie. No tak, może i jesteśmy zacnym towarzystwem, ale łyżka do herbaty zawsze musi być odwrotnie proporcjonalnie głupia do swojego rozmiaru.
-Daruj sobie. Tylko niepokoisz innych! – powiedziałem w miarę grzecznie jak na siebie. – Nie masz nic do twierdzenia, to nie twojej zadanie.
-A to niby czemu?!
-Bo wszystkie łyżki są tępe!
-Wypraszam sobie! Moja matka była zasłużoną dla kuchni łyżką stołową! To od niej odmierzano miary mąki i to ona decydowała, kiedy lord może się odzywać.
Zbaraniałem. Co ta idiotka chciała mi przekazać?
-Wyjaśnij to z łaski swojej...
-Kiedy przy obiedzie lord podnosił ją do ust, to wtedy musiał zamilknąć! Zatem to ona mu pozwalała mówić!
Miałem ochotę udusić tę błyszcząca lafiryndę. Najwidoczniej nadmiar cukru zupełnie rozpuścił jej rozum. Takie egzemplarze powinny być natychmiast poddawane recyklingowi!
-Ta, a jak ja jestem widelcem, to moderuję egzystencję dynastii! – celowo użyłem aż dwóch trudnych słów w jednym zdaniu, aby zmusić tę cukrową dziunię do jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego. Ku mojemu zaskoczeniu, dość szybko zadała mi pytanie:
-W jaki sposób?
-Jak lord wbije mnie sobie w gardło, to będzie to oznaczało koniec dynastii i przekreśli jego plany posiadania syna oprócz córki.
Tekst musiał zrobić na niej wrażenie, ponieważ trwale zamilkła. Ha! Jeden-zero dla inteligencji!
Nie rozwiązywało to jednak problemu domniemanego złodzieja. Istniał cień prawdopodobieństwa, że istotnie we dworze pojawił się jakiś intruz, a to byłoby wymierne zagrożenie. Mnie osobiście nikt jeszcze nie ukradł, ale słyszałem z wiarygodnych źródeł, jak przedmioty z pchlego targu, że to bardzo groźna sprawa. Pół biedy, jeśli jeszcze złodziej jest fachowcem, który nie demoluje mieszkania, nie sieje zniszczenia i nie podpala wszystkiego na koniec. Jednak może to być też zwykły włamywacz, który po prostu wpada, wywala wszystko na podłogę, łamie drewno, wygina metale, a na koniec jeszcze nasika na dywan.
A co potem, jak ciebie ukradną? Tutaj też są dwie opcje. Możesz mieć farta i bardzo szybko znaleźć nowy dom, być może nawet lepszy od poprzedniego. Ciepły i czysty. Niestety, zazwyczaj wiąże się z to z mozolnym oczekiwaniem na pasera. Czekaniem w jakiejś zatęchłej kieszeni, wilgotnej skrzynce lub skrytce pod cegłą.
Najgorsze jednak jest przetopienie. Słyszałem, że tak się czasem robi, choć ciężko w to uwierzyć uczciwej osobie. Złodziej wrzuca wszystkie skarby wykonane z jednego metalu do garnka, rozpala ogień i stapia w jeden stop! To najokrutniejszy rodzaj śmierci, dość powolny i wiążący się z niewyobrażalnymi katuszami w gorącu.

Aż zatrząsłem się na myśl o tym koszmarze. Nie powinienem tego robić, jeszcze pokryję się nalotem, a wtedy mnie umyją tym śmierdzącym świństwem, które oni zażywają na kaszel.

Wtem usłyszałem ostrożne kroki. Miałem szczęście leżeć tuż przy wejściu, przez co zostałem ostrzeżony jako pierwszy. Cała reszta sztućców znajdowała się na drugim końcu stołu i dalej by gadała, zwracając na siebie uwagę, gdybym im w porę nie nakazał się zamknąć.
Czyżby jednak? Czyżby ten jeden raz te głupie szczerzące się portrety miały rację?

Zacząłem drżeć, ale natychmiast uspokoiła mnie myśl o nalocie i konserwacji.

W ostatniej chwili!

W ościeży pojawiła się ciemna sylwetka człowieka. Miał pelerynę lub płaszcz, kaptur, spod którego którym świeciło zielone jak szmaragd oko, a na plecach nosił kołczan i łuk. Rozejrzał się ostrożnie, chwilę nasłuchiwał, a potem wkroczył do jadalni. Był niezwykle dyskretny, nawet mała córeczka naszego lorda nie potrafiła tak skradać się do garnka z ciastkami, a ważyła na pewno pięć razy mniej od intruza.

No to pozamiatane! Koniec szczęśliwego bytu w zamożnym domu. Teraz ten gbur chwyci mnie swymi brudnymi łapskami, następnie wrzuci do kieszeni pełnej jakiś wulgarnych i rozhisteryzowanych błyskotek, a potem kto wie, co mi zrobią.

Pochylił się nade mną, tak, że jego dziwne oko stało się jakby dla mnie słońcem, oświetlającym moje zdobienia, w tym inkrustacje. Postanowiłem być dzielny i przygotowany na następujące wypadki. Zamilkłem i oczekiwałem na nieuniknione.

No, dalej, ty wykałaczko! Rób, co masz robić!

On jednak musiał zauważyć coś ciekawszego ode mnie, gdyż nagle uczynił krok w tył i zainteresował się jakimiś przedmiotami leżącymi w nieporządku na kanapie. Skupiłem się i wtedy dostrzegłem, że to musiały być zabawki małej lady. Miała w zwyczaju zostawiać je tu i ówdzie, a potem służba miała sporo sprzątania.

Ale na co złodziejowi dziecięce zabawki? Nie były ze złota ani z żadnych drogich materiałów. To ja i reszta byliśmy tutaj skarbem, który powinien zostać skradziony! Nie powiem, ale poczułem się niedoceniony i zamiast ulgi ogarnęła mnie zazdrość. Wręcz chciałem się odezwać i przemówić temu matołkowi do rozumu, ale ostatni promień zachodzącego rozsądku jeszcze zdołał mnie oświecić.
W międzyczasie złodziej przeglądał zabawki, aż znalazł jedną, której najwidoczniej poszukiwał. Był to mały, drewniany konik z rogiem i skrzydłami, pomalowany na granatowo.
-Luna, piąta fala, unikat pierwszego stopnia, warto okrągłą sumkę – odezwał się niskim głosem. – To jest to, czego poszukiwałem...
Wyciągnął z kieszeni pomiętą kartkę papieru, na której był rząd cyferek. Obrócił figurkę do góry nogami, gdzie również był jakiś numer, a potem pokiwał głową zadowolony. Sprawdził jeszcze kilka innych koników, ale tamte nie zwróciły jego uwagi, więc wstał i jakby już chciał odejść, kiedy chyba sobie o czymś przypomniał. Znowu zanurkował w kieszeni i wyciągnął stamtąd bardzo podobną zabawkę do tej, którą zwinął. Zostawił ją na kanapie, a potem w ciągu jednej chwili ulotnił się jak kamfora.

Po prostu znikł! Nie było go! Jak w cyrku!

-Czy to już? – zapytała łyżka herbaciana, a ja mruknął z aprobatą. Koleś miał jednak styl. Wiedział, że dziecko nie przeżyje utraty zabawki, wiec podłożył kopię. Wartość rynkowa pewnie była żadna, ale dla dziewczynki to nie robiło, jaki numerek konik miał na kopycie. Grunt, że nadal miała co kochać.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 14 mar 2014 11:36 
Arcykapłan
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 01 paź 2009 14:01
Posty: 1409
Lokalizacja: Miasto, Południowa Dzielnica (przy fontannie)
SPIDIvonMARDER napisał(a):
Miałem ochotę udusić tę błyszcząca lafiryndę.


Chyba nie "błyszcząca", a "błyszczącą"? Tak mała literówka.

SPIDIvonMARDER napisał(a):
-Luna, piąta fala, unikat pierwszego stopnia, warto okrągłą sumkę – odezwał się niskim głosem. – To jest to, czego poszukiwałem...


Chyba kolejna literówka - miało być "warta", nie "warto", prawda? I jakoś "poszukiwałem" mi tu nie pasuje, zbyt pompatyczne. Pominę fakt, że zawsze w T4 przy znajdowaniu unikatów drażni mnie jego monolog, jakkolwiek zrobiony by nie był.

SPIDIvonMARDER napisał(a):
Sprawdził jeszcze kilka innych koników, ale tamte nie zwróciły jego uwagi, więc wstał i jakby już chciał odejść, kiedy chyba sobie o czymś przypomniał. Znowu zanurkował w kieszeni i wyciągnął stamtąd bardzo podobną zabawkę do tej, którą zwinął. Zostawił ją na kanapie, a potem w ciągu jednej chwili ulotnił się jak kamfora.


A to nie miała być słynna Dewdrop Doll? 8-)

SPIDIvonMARDER napisał(a):
-Czy to już? – zapytała łyżka herbaciana, a ja mruknął z aprobatą. Koleś miał jednak styl. Wiedział, że dziecko nie przeżyje utraty zabawki, wiec podłożył kopię. Wartość rynkowa pewnie była żadna, ale dla dziewczynki to nie robiło, jaki numerek konik miał na kopycie. Grunt, że nadal miała co kochać.


A tu jest uroczo :) . Tylko skąd miał wiedzieć, jak wygląda zabawka? Takie dokładne zlecenie? Jeszcze tylko chyba zjadło Ci się "różnicy" między "robiło" i "jaki". A z "więc" zrobił się "wiec" (polityka włazi wszędzie!).

Podsumowując... Świeży pomysł. Czułam się trochę jak w baśni Andersena albo, bardziej współcześnie, w "Pięknej i Bestii" Disneya. Rozumiesz, gadająca zastawa, te klimaty :P . Ale żebyś mnie źle nie zrozumiał, dzięki ostatniemu akapitowi nie było infantylne. Króciutkie opowiadanko, taka opowiastka do poduszki, zasypiając w Mieście. Takie teksty też powinny się pojawiać, bo wzbogacają fandom o bardziej dziecięce wątki (pisanie o Lauryl też niby dotyka tych motywów, ale jednak jest zupełnie inne). Bardzo zapadł mi w pamięć tekst Magpie z Gildii Oświeconych (a propos, ten piękny projekt zdaje się, przeszedł na emeryturę, a szkoda), "Prawdziwy święty Mikołaj". To w sumie wydźwięk ma podobny. Trochę nie pasuje mi poetyckie motto, możesz wytłumaczyć, z jakich względów się tam pojawiło? Zakładam, że to strzelba Czechowa, która wypali w następnym akcie :). Pozdrawiam!

_________________
"(...) Garrett had the humbling realisation that he'd smothered more girls than he'd kissed. A good deal more. An embarrassingly good deal." - RedNightmare, "Half-Full"


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 14 mar 2014 18:16 
Garrett
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 sty 2008 21:32
Posty: 4498
Lokalizacja: Świątynia Nieba z Zaginionego Miasta
Oczywiście, że to literówki.


Następnych aktów nie planuję, to jednorazowy wybryk. A znaczenie jest proste: chodziło o to, aby autor (czyli ja) ustawił się w perspektywie innej, niż zwykle. czyli nie Garretta, nie człowieka... ale łupu, który kradnie :P Postawiłem sobie pytanie, co myśli taki złoty świecznik, kiedy Garrett go lootuje.

Dziękuję za opinię.

PS:
Spojler:
Tytuł opowiadania jest inspirowany kucykami. Ciekawe, kto się domyśli o co chodzi. Podpowiedź: niekoniecznie chodzi o pierwszy z brzegu wynik z google'a.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 14 mar 2014 18:42 
Młotodzierżca
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 lis 2011 16:40
Posty: 869
Lokalizacja: The Keepers' Chapel (Zamurze)
Ha ha, świetne :-D Dopiero po jakimś czasie człowiek się orientuje, o co chodzi.

Garrett podejmujący się zlecenia na kucykową zabawkę, taa. Kwestia, którą wypowiada, też jest genialna, jak dla mnie "pompatyczna" w odpowiedni sposób.

Dobre, dobre.

_________________
Moje konto DA:
http://keeperhattori.deviantart.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 

Teraz jest 19 lis 2017 15:03


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj: