Thief Forum
http://thief-forum.pl/

Była muzyka teraz czas na film
http://thief-forum.pl/viewtopic.php?f=2&t=1625
Strona 37 z 37

Autor:  Judith [ 19 lis 2018 12:07 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

:oki

Natomiast ze swojej strony nie mogę polecić Bohemian Rhapsody. Tzn. oczywiście całość broni się dzięki muzyce, ale jako film? Nie bardzo. Ot bardzo nierówno i pospiesznie zmontowana musicalowa laurka, z mnóstwem przeinaczeń i skrótów. Fajnie się tego słucha w kinie, z głośnością na cały regulator, ale to zasługa zespołu, nie filmu. Może gdyby skrócić oś czasu, albo zrobić z tego serial, to wyszłoby ciekawiej? I tylko Freddiego szkoda, kto wie co i ile mógłby jeszcze napisać, gdyby żył. Pewnie szedłby do końca własną drogą, trochę tak jak Bowie.

Autor:  BodomChild [ 14 gru 2018 22:44 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

https://www.youtube.com/watch?v=Xtt2pZrjm6M

Wyczuwam dzieło życia Papryka, czego nie będzie w tym filmie?

XD

Autor:  Hadrian [ 18 sie 2019 12:54 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Pewnego razu w... Hollywood to jeden z niewielu filmów, na który naprawdę czekałem. A na pewno jedyny, na który poszedłem od razu w dniu premiery, głównie zachęcony do tego, że premiera w Polsce wypadła w dniu moich urodzin :)

Ale niestety, jest to rozczarowanie roku. Widać, że Tarantino zrobił tu dzieło typowo pod siebie, dla własnej rozrywki i zabawy przy kreowaniu filmowego świata. Zapomniał zupełnie o widzach, o tym, że film musi się dobrze oglądać i zapewniać jak najwięcej rozrywki. "Fabuła" jest ślamazarnie prowadzona, głównie przez to, że zawiera w sobie masę zaczętych wątków, które ostatecznie nie mają żadnego przełomowego punktu ani rozwiązania. Sharon Tate, poza sceną w kinie, ma tylko ładnie wyglądać, uśmiechać, tańczyć, bawić się i rozbijać samochodem z Polańskim. DiCaprio ma niby problemy, ale nie wiem w końcu jak sobie z nimi poradził - co go w końcu skłoniło, by wyjechać do Włoch za radą Ala Pacino? Jaka była w tym wszystkim rola Brada Pitta, poza zaprezentowaniem nam sekty Mansona?

Strasznie irytujące było nieustanne usilne granie na oczekiwaniach widza. Tak jak w scenie z Bruce'em Lee, kiedy spodziewamy się, że słynny kozak spuści srogi łomot Pittowi a kończy się rzuceniem mistrzem o samochód. Poza tym, nie dziwię się, czemu córka Lee miała problem z postacią swojego ojca w tym filmie. Tak samo spodziewamy się na końcu zobaczyć scenę morderstwa Sharon i jej przyjaciół, w końcu mamy co do minuty podane co wtedy robili.

Poza tym, mało tutaj było Quentina Tarantino. Poza ujęciami stóp ;) i sceną brutalnej przemocy pod koniec filmu nie było widać jego stylu. Równie dobrze, mógł to być film kogoś innego. Oczywiście, film ma też kilka zalet - zdjęcia, muzyka i generalny klimat epoki. Największym plusem była jednak rola Pitta, który wypadł wprost rewelacyjnie i przyćmił nawet zmanierowanego di Caprio, który grał podobnie jak w Zjawie czy w Django.

Nowy Tarantino miał ogromny potencjał, niesamowicie jarał mnie temat (o Mansonie, Sharon i Polańskim czytałem już masę rzeczy zanim usłyszałem o Pewnego razu w Hollywood oraz bardzo lubię oglądać stare filmy z lat 60 i 70), ale wszystko zostało zmarnowane przez koślawy scenariusz. Wielu scen mogłoby po prostu nie być. W pojedynkę sceny i dialogi bronią się i są całkiem "do zapamiętania", ale nie sądzę, by stały się w przyszłości tak kultowe jak chociażby scena tańca w Pulp Fiction. Razem po prostu nie współgrają.

6/10

Autor:  eLPeeS [ 18 sie 2019 15:34 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Kwestia gustu (no ba!). Dla mnie Once Upon a time... in Hollywood to zdecydowanie najlepszy film roku ;) Faktem jest, że nie jest to klasyczny Tarantino. Znany nam sposób narracji i akcja pojawia się w zasadzie dopiero w ostatnich 40 minutach. Co nie zmienia faktu, że cały jednak film, czyli niemalże 3 godziny, to jak dla mnie nadal znakomite dialogi, gra aktorska, kreacje postaci, praca kamery, narracja i oczywiście soundtrack. Samego Quentina czuć na kilometr nie tylko przez stopy ;) Problemem tego filmu jest, a przynajmniej tak mi się wydaje, to jak był on prezentowany w mediach w materiałach reklamowych itp. Dla wielu miał to być film o Sharon Tate. O jej zabójstwie. Polacy pewnie liczyli na sceny z Polańskim. Tego tu w zasadzie nie ma. Historia zabójstwa Sharon stanowi w zasadzie tylko punkt kotwiczący ten film w miejscu i czasie. Stanowi w sumie tylko tło dla pojechanej, ale też i trudnej historii postaci granych przez DiCaprio i Pitta (jeden to aktor alkoholik o gasnącej karierze a drugi zapomniany przez branże kaskader zawadiaka). Film, który dostajemy to zaś głównie, jak wspomniałem wyżej, hołd dla złotej ery amerykańskiej kinematografii. Aktorzy. Kaskaderzy. Producenci. Reżyserzy. Ich przejaskrawione w Tarantinowskim stylu problemy i życie. Bardzo dobre połączenie totalnie odjechanej fikcji i historycznych faktów. Granie na oczekiwaniach widza było zaś dla mnie czymś świeżym jeżeli chodzi o Tarantino. Nauczeni w jaki sposób nas zwykle prowadzi byłem po prostu zaskoczony tym co zrobił. Co najmniej dwa razy. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Podsumowując - dla mnie 10/10 :)

Autor:  Maveral [ 21 sie 2019 13:09 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Będzie Matrix 4 - KLIK :)

Autor:  Hadrian [ 22 sie 2019 09:08 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

eLPeeS napisał(a):
Kwestia gustu (no ba!)


Mówią, że o gustach się nie dyskutuje - ale w takim razie o czym rozmawiać? ;)

eLPeeS napisał(a):
Dla mnie Once Upon a time... in Hollywood to zdecydowanie najlepszy film roku ;)


eLPeeS napisał(a):
Podsumowując - dla mnie 10/10 :)


Uwierz mi, naprawdę dużo bym dał, by mieć podobne odczucia :) Chodziły słuchy, że na Netflixie ma się pojawić podzielona na cztery odcinki rozszerzona wersja filmu. Choć film mnie zawiódł i trochę wynudził, z pewnością go obejrzę jeszcze raz w nadziei na to, że powtórny seans pozwoli mi go lepiej odebrać.

eLPeeS napisał(a):
Faktem jest, że nie jest to klasyczny Tarantino. Znany nam sposób narracji i akcja pojawia się w zasadzie dopiero w ostatnich 40 minutach. Co nie zmienia faktu, że cały jednak film, czyli niemalże 3 godziny, to jak dla mnie nadal znakomite dialogi, gra aktorska, kreacje postaci, praca kamery, narracja i oczywiście soundtrack. Samego Quentina czuć na kilometr nie tylko przez stopy ;)


Moim zarzutem nie jest "mało Tarantino w Tarantino", ani że film pod względem technicznym nie stoi na najwyższym poziomie (bo stoi). Problemem jest nijaki scenariusz. Zamiast konkretnej fabuły, w której nie ma pogłębienia tematyki problemów głównego bohatera z otaczającą go rzeczywistością, mamy pustą "laurkę" dla epoki, zaś ślamazarny scenariusz zabija radość z oglądania. Jak to określił mój kolega natychmiast po wyjściu z kina: "Obejrzeliśmy kilka westernów po to, by diCaprio mógł poznać swoich sąsiadów", co idealnie dla mnie podsumowuje bezsens tej fabuły :) Kilku scen po prostu mogłoby nie być albo mogły być pokazane w zupełnie inny sposób, a odbiór filmu pozostałby taki sam. Wydarzenia nie dzieją się w wyniku

Widzimy postać diCaprio jak sobie nie radzi i stara się pogodzić z tą rzeczywistością, ale nie ma żadnego kluczowego momentu, w którym zdecydował się podjąć takie a nie inne kroki w karierze. Wątek sekty też kuleje, bowiem ostatecznie trafiają do domu diCaprio zupełnie przez przypadek, więc scen na ranczu gdzie Pitt się naraża mieszkającym tam ludziom Mansona też równie mogłoby nie być dla tego wątku.

Dialogów też nie było za bardzo wpadających w pamięć - to były głównie sytuacyjne one-linery. Śmieszą tylko raz.

eLPeeS napisał(a):
Problemem tego filmu jest, a przynajmniej tak mi się wydaje, to jak był on prezentowany w mediach w materiałach reklamowych itp. Dla wielu miał to być film o Sharon Tate. O jej zabójstwie. Polacy pewnie liczyli na sceny z Polańskim. Tego tu w zasadzie nie ma. Historia zabójstwa Sharon stanowi w zasadzie tylko punkt kotwiczący ten film w miejscu i czasie. Stanowi w sumie tylko tło dla pojechanej, ale też i trudnej historii postaci granych przez DiCaprio i Pitta (jeden to aktor alkoholik o gasnącej karierze a drugi zapomniany przez branże kaskader zawadiaka).


eLPeeS napisał(a):
Granie na oczekiwaniach widza było zaś dla mnie czymś świeżym jeżeli chodzi o Tarantino. Nauczeni w jaki sposób nas zwykle prowadzi byłem po prostu zaskoczony tym co zrobił. Co najmniej dwa razy. W pozytywnym tego słowa znaczeniu.


Osobiście nastawiłem się raczej na to, że sekta pojawi się tylko w jednej krótkiej scenie, bo takie wrażenie odniosłem po czytaniu wszystkich informacji jakie znalazłem na temat filmu, więc i tak byłem mile zaskoczony jak dużo czasu dostał wątek Mansona i zabójstwa żony Polańskiego.

Natomiast granie z oczekiwaniami widza zadziałało dla mnie tylko w rozwiązaniu, na które Tarantino zdecydował się w finale, co sprawia że dzięki niemu Sharon chociaż na chwilę przestanie być kojarzona jako ofiara brutalnego morderstwa i należy mu się za to wieczna chwała. Ale inne zabiegi jak budowanie napięcia na ranczu po to, by się okazało, że jego właściciel nie jest tam przetrzymywany wbrew swojej woli oraz karykaturalne przedstawienie Bruce'a Lee, który dostaje bęcki od jakiegoś podrzędnego kaskadera... No cóż, siedziałem po prostu zażenowany w tych momentach.

Rozumiem, że to wszystko jest światem nierealnym, bardziej pewnym wyobrażeniem na temat tamtych czasów niż rzeczywistym portretem, dlatego też pewne rzeczy są karykaturalne i przejaskrawione. To taka "bajka dla boomerów", co sugeruje nawet tytuł. Ale naprawdę nie podoba mi się, że zamiast solidniejszej fabuły dostaliśmy jedynie pusty hołd. To za mało.

Autor:  bob [ 07 paź 2019 08:00 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Był jakiś taki film, co kobieta prowadząca auto gdy była na parkingu rozbijała po kolei samochody dookoła co ją śmieszyło.

Albo taki film, że jakiś czarownik? miał długi paznokieć/długie paznokcie i paznokciem rzucał błyskawicami jak chciał.

Co to były za tytuły?

Autor:  Bruce [ 10 paź 2019 17:12 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Bardzo polecam Jokera. Naprawdę genialny film.

Autor:  Maveral [ 03 lis 2019 18:38 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

1. Byłem ostatnio w kinie na "Bliźniak". Słowem - szkoda kasy. Taki sobie akcyjniak, z taką sobie fabułą, takim sobie aktorstwem, taką sobie realizacją. 5/10, czyli tak sobie ;)
2. "Big Mouth" z Netfliksa, to taka wulgarna kreskówka o latach dorastania. Pierwsze wzwody, pierwsze pocałunki, pierwsze samozadowalania - ogólnie wszystko przez co przechodziliśmy, ale nie przypominam sobie, żeby to było aż tak wulgarne. No chyba, że u amerykańskich nastolatków tak to właśnie wygląda. W każdym razie, jak was nie odrzuca zbereźny humor, to mogę polecić pierwsze dwa sezony. Trzeci jest już bardzo słaby i nie warto się męczyć. Generalnie są odcinki słabe, ale są też zabawne. Na niektórych gagach rechotałem, przy niektórych "nawet mi brewka nie tykła", ale ogólnie mogę dać 6/10. O jeden punkt zaniżył trzeci sezon.
3. "Życie z samym sobą" (Netflix). Całkiem fajny, z deczka odjechany serial, który można śmiało obejrzeć z partnerką/partnerem, bo każdy tu coś dla siebie znajdzie. Fabuła generalnie jest taka, że zmęczony życiem koleś przez przypadek zostaje sklonowany i ten klon jest najlepszą wersją jaką da się stworzyć z jego DNA. No i obaj walczą ze sobą o pracę i żonę. Plusem jest to, że odcinki mają po 25 minut i jest ich 8. Dobrze, bo gdyby twórcy bardziej rozwlekli fabułę, to wkradły by się dłużyzny, a tak ogląda się z zaciekawieniem i dość szybko nam te 8 odcinków przelatuje :) 7/10.
4. "Król" (także Netflix). Niby wszystko na wysokim poziomie, ale z powodu aktorów jakoś nie potrafię dać oceny wyższej niż 7. Niektórzy po prostu grali jak drewno, m.in. niezawodny w tym względzie Pattison, czy Chapman, który to już w ogóle odwalił kaszanę maksymalną. Chalametowi też różne sceny różnie wychodziły, choć widać, że się starał.

Kostiumy, zdjęcia, scenariusz bardzo mi się podobały. Widać, że to produkcja wysokobudżetowa. Generalnie film się nie dłuży, a mógłby być nawet trochę dłuższy, ale ci aktorzy... :roll:

Autor:  darkonia [ 03 lis 2019 20:35 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Może ja też coś krótko o "Jokerze". Zachęcona głośnymi opiniami, wybrałam się do kina, co się u mnie zdarza najwyżej raz do roku. W moim odczuciu film zrobiony bardzo dobrze, ani za długi, ani za krótki, chociaż spodziewałam się, że to całe ujawnienie się w programie będzie wcześniej niż później.
Pośród całej masy przeciętniaków, ten film znacznie się wyróżnia, widać całą włożoną w niego pracę.
Nie rozumiem jedynie tego "kultu" wokół Artura - Jokera. Postać ukazana bardzo realistycznie, niezwykle dopracowany rozwijający się obłęd (jak na film kinowy), ale to nie jest nic nadzwyczajnego. Być może ta moja opinia wynika jedynie z tego, iż z autopsji znam podobny przypadek gnijącego umysłu, który całkowicie wypacza spojrzenie na świat, i obserwuję postępujące zmiany zachodzące w takim człowieku.

Autor:  SPIDIvonMARDER [ 04 lis 2019 00:14 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Potwierdzam, że film jest (IMO) dobry, dobrze zagrany, zgrabnie zmontowany i nawet całkiem ambitny. W ogóle nie jest superbohaterski, co zdobyło moje serce.
Sądzę, że jego popularność wynika z dwóch rzeczy. Pierwsza rzecz, to faktycznie wyróżnia się pośród innych produkcji ostatnich czasów, szczególnie spod znaków znanych marek.
Druga, to świetnie wpisuje się w problematykę wielu osób z internetów - izolacja społeczna, problemy osobowościowe itd.

Autor:  Hadrian [ 04 lis 2019 00:39 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Względem "Jokera" miałem naprawdę wysokie wymagania i rzadko się zdarza, by film spełnił te oczekiwania całkowicie - a właśnie tak było. Film skończony, idealnie poprowadzony od początku do samego końca, zajmujący, nienużący. Może nie jest to dzieło aspirujące do bycia czymś artystycznym niczym filmy Tarkowskiego, ale pod wieloma względami jest to w pewien sposób przełomowy obraz. Dotyka współczesnych problemów, łatwo ten film zrozumieć i wykorzystuje znaną już markę suberbohaterską, choć tak naprawdę nie ma wiele wspólnego z typowymi filmami Marvela (które, swoją drogą, są coraz lepsze i lepsze). Warto jeszcze wspomnieć, że całkiem trafnie przedstawia ten upadek psychiczny i moralny człowieka - w końcu jest wyraźnie w filmie zaznaczone od pierwszych sekund, że Arthur ma problemy natury psychicznej i to one w połączeniu z ostracyzmem społecznym i w wyniku przypadkowych zdarzeń prowadzą do tego, co widać w tym filmie. A strasznie obawiałem się, że będzie to płytkie i pokazane wyłącznie w taki sposób, że "Joker jest zły ponieważ społeczeństwo jest złe i jest to wyłącznie wina społeczeństwa". Jasne, wiele ludzi może odebrać "Jokera" jako pochwałę przemocy i zachętę do jej czynienia - ale szaleńcy zawsze zinterpretują sobie dowolną rzecz w dowolny sposób w swoim chorym umyśle. Tak jak Charles Manson w piosence Beatlesów o zjeżdżalni dopatrywał się przepowiedni o nadchodzącej apokaliptycznej wojnie rasowej.

Jeszcze większe wrażenie w tym roku zrobiło na mnie "Parasite" - już wcześniej byłem zaznajomiony z kilkoma koreańskimi produkcjami z ostatnich lat i prawie każdy z tych filmów wprowadzał mnie w zachwyt i podziw, ale ten film to jest naprawdę odjazd. Bawienie się gatunkami, doskonałe prowadzenie akcji, zwroty akcji... A zwłaszcza wrażenie robi to, ile emocji na raz potrafi wywołać "Parasite" - w jednej chwili pękałem ze śmiechu z żartów z Korei Północnej i ogólnej groteskowości wydarzeń, w następnej siedziałem jak na szpilkach przejęty rozwijającą się akcją, w innej byłem bliski łez widząc jak pogłębia się trudna sytuacja głównych bohaterów. Zastanawia mnie jak wiele widzów różnie odpiera rodzinę Kimów - dla jednych są prawdziwymi pasożytami, traktują ich jako antybohaterów, czasem nawet ktoś twierdzi że "należało im się", a inni (w tym i ja) przyznają się do kibicowania im do samego końca oraz podziwiania ich pewnej zaradności życiowej, choć dla innych będą to zwykli krętacze i oszuści. Po zobaczeniu "Parasite" postanowiłem, że częściej będę sięgał po produkcje z tego kraju i nadrobię parę filmów ze wcześniejszych lat.

Autor:  Maveral [ 17 gru 2019 10:20 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

"Ptak, który zwiastował trzęsienie ziemi", to dość pokręcony film. Bardzo podobał mi się przedstawiony klimat Japonii lat 80-tych. Film ciężko jakoś jednoznacznie zaklasyfikować - to trochę taki dramat, trochę thriller + wątek romantyczny. No i z jednej strony mamy ten świetny klimat, to tło Japonii sprzed ery internetu, a z drugiej durną fabułę, a przynajmniej durną główną bohaterkę.

W skrócie: jest to film o najgłupszej babie we wszechświecie.

Podejrzewam, że kobiety nie pchają się do łóżek facetowi ledwo co poznanemu na ulicy, a potem jak odkrywają, że facio ją okłamuje i nią manipuluje, to pchają mu się tam nadal ;) Przynajmniej mam nadzieję, że takie rzeczy występują tylko w tym filmie ;)

Film można obejrzeć dla klimatu ówczesnej Japonii, ale nie dla głównego wątku.

Autor:  eLPeeS [ 18 gru 2019 17:12 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Hadrian napisał(a):
Podejrzewam, że kobiety nie pchają się do łóżek facetowi ledwo co poznanemu na ulicy, a potem jak odkrywają, że facio ją okłamuje i nią manipuluje, to pchają mu się tam nadal Przynajmniej mam nadzieję, że takie rzeczy występują tylko w tym filmie

Zdziwiłbyś się ile podobnych spraw widziałem w sądach. W końcu nie od dziś wiadomo, że łobuz kocha najmocniej :P

Autor:  Maveral [ 09 wrz 2020 21:20 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Czy ja, ku*wa, śnię? :shock: :shock: :shock:

https://naekranie.pl/aktualnosci/oscary ... 1599635587

Autor:  darkonia [ 10 wrz 2020 08:14 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

To raczej koszmar. Ciekawe, czy oni zdają sobie sprawę, że rzucają tym ludziom miny pod nogi.

Na pocieszenie, zwiastun "Diuny": https://www.filmweb.pl/video/Zwiastun/D ... nr+1-54991

Autor:  Hadrian [ 10 wrz 2020 09:30 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Maveral napisał(a):


Też jak to przeczytałem, to również oniemiałem. Filmweb podaje, że Akademia uspokajająco odniosła się do tego:

https://www.filmweb.pl/news/Oscary%3A+A ... %22-139246

Także nie powinno być tak "źle". Ale czy filmy takie Lighthouse, który i tak był zeszłorocznym Wielkim Pominiętym, teraz będą jeszcze częściej i jawniej pomijane?

darkonia napisał(a):


Chwała Szej-Huludowi! Nareszcie się doczekałem, jak dla mnie cudo. "Diuna" trochę przez przez starą ekranizację Lyncha (którą też bardzo lubię mimo powszechnej niechęci) i niespełniony projekt Jodorowsky'ego kojarzy mi się, ale w sumie surowy styl Villeneuve'a też wygląda bardzo w porządku. Obsada jest bardzo dobrze dobrana (Timothee w roli głównej to dobry wybór, boję się tylko, że zaszkodzi to mojej immersji i będę widział na ekranie nie Paula, a po prostu... Timothee ;) ), a czerw jest majestatyczny!

Autor:  Juliusz [ 10 wrz 2020 12:42 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Cytuj:
Też jak to przeczytałem, to również oniemiałem. Filmweb podaje, że Akademia uspokajająco odniosła się do tego:

https://www.filmweb.pl/news/Oscary%3A+A ... %22-139246

Także nie powinno być tak "źle". Ale czy filmy takie Lighthouse, który i tak był zeszłorocznym Wielkim Pominiętym, teraz będą jeszcze częściej i jawniej pomijane?

Wystarczy dodać na drugim planie czarnoskórego gaya-kobietę na wózku inwalidzkim, i droga do Oskara otwarta!

Autor:  timon [ 10 wrz 2020 13:18 ]
Tytuł:  Re: Była muzyka teraz czas na film

Juliusz napisał(a):
Wystarczy dodać na drugim planie czarnoskórego gaya-kobietę na wózku inwalidzkim, i droga do Oskara otwarta!

Na dodatek głuchoniemy dźwiękowiec na praktyce, bo niepełnosprawne intelektualnie osoby piszący scenariusze już są i nie wystarczają.

Strona 37 z 37 Strefa czasowa: UTC [ DST ]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/