Zaloguj | Zarejestruj








Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 21 mar 2003 20:35 
Szaman
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 05 sty 2003 13:23
Posty: 1048
Lokalizacja: Karath-din
W odpowiedzi na zapotrzebowanie społeczne wychodzę z inicjatywą oddolną i sama z siebie, zupełnie przez nikogo nie zmuszana, ani w żaden inny sposób namawiana, postanowiłam napisać mały (a właściwie malutki) esej, w którym został zawarty więcej niż jeden opis. Mam nadzieję, że tym razem atmosferę będzie widać, słychać i czuć w sposób wyraźny i jednoznacznie zdecydowany. W tym miejscu pragnę gorąco pozdrowić i podziękować za prace korektorskie i krytyczne niejakiego Statima, osobnika nieśmiałego, czającego się w drugim cieniu po prawej, na ogół będącego bretońskim magiem piętnastego poziomu działającego na wyspie Morrowind.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2003 20:46 
Skryba

Dołączył(a): 12 sie 2002 22:24
Posty: 311
Lokalizacja: Czaniec
Caer, a może by tak małe opowiadanko... kryminalne :wink: Zaglądałaś tam gdzie ci dałem namiar?


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2003 20:51 
Szaman
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 05 sty 2003 13:23
Posty: 1048
Lokalizacja: Karath-din
'But there are some items that are not available for purchase. They must be acquired by other means. In this case the item in question would be best acquired by thieving. Not a simple thieving. No. I need an artist. Like yourself.'

Constantine




Drewniane schody prowadzące na pierwsze piętro zaskrzypiały cicho, a deski lekko ugięły się pod jego ciężarem, gdy na nie nastąpił. Właściciel kamienicy znowu zapomniał wymienić pochodnię i jej marne resztki tliły się słabo, wcale nie rozpraszając mroku, a jedynie rzucając mdły poblask na mosiężną klamkę pobliskich drzwi. Gdzieś z lewej strony dobiegł trzask poruszonych nagłym wiatrem okiennic.

Siedem stopni, półpiętro, kolejne siedem stopni, na lewo korytarz zakończony ścianą z oknem, na prawo mieszkanie robotnika pracującego na nocną zmianę gdzieś w dokach. Burza, która do tej pory krążyła nad miastem zbierając siły, teraz na ułamek sekundy przeraźliwie jasnym światłem błyskawicy zalała korytarz, rzucając na ścianę cień postaci. Moment później nocną ciszę przeszył grom, a okiennice wreszcie poddały się i z hukiem uderzyły w fasadę budynku. Zza ściany dobiegł płacz dziecka.

Mężczyzna dotarł na piętro akurat w momencie, gdy ogień pochodni wykorzystał ostatnie resztki paliwa i zgasł, a w powietrzu rozszedł się nieprzyjemny swąd smoły. Pod drzwiami obok dostrzegł wąską smugę chybotliwego światła i usłyszał odgłos pospiesznie zatrzaskiwanych okiennic. Za oknem woda jednostajnie wylewała się z gargulca, pokonując stosunkowo długą drogę, zanim z pluskiem sięgnęła bruku. Gdzieś nad Wschodnim Portem kolejna błyskawica na moment połączyła niebo z ziemią, a nagły podmuch wiatru wpadający do korytarza przez półotwarte okno wściekle szarpnął płaszczem mężczyzny. Otulił się nim szczelniej, a sięgnąwszy do kieszeni wyjął klucz i otworzył drzwi.

Pokój był ciemniejszy, niż mogłoby się zdawać: szczelnie zamknięte okiennice nie przepuszczały światła, a ogień na kominku już dawno był tylko wspomnieniem. Mężczyzna zdjął z ramienia torbę i zsunął kaptur z głowy, by przeczesać ręką krótko ostrzyżone włosy. Lustro zawieszone przy drzwiach odbiło jego ciemną sylwetkę, zanim nie odsunął się, by ściągnąć płaszcz, a otrzepawszy go z deszczu, powiesił na wieszaku obok drzwi. Niewidoczny zegar nad kominkiem tykał monotonnie, odmierzając już ostatnie minuty do świtu.

*

Tarcza zegara wskazywała czwartą minut dwadzieścia. Mężczyzna skulił się bardziej, by na deszcz wystawiona była jak najmniejsza powierzchnia jego ciała, ale i tak nie ustrzegł się przed zbłąkaną kroplą, która wpadła mu za kołnierz. Wzdrygnął się.

Kolejna błyskawica z hukiem przeorała niebo, rzucając cień budynku pod jego stopy. Nad Wayside nocne niebo płonęło czerwoną łuną, a jednostajnego huku pracujących w tamtych fabrykach maszyn nie był w stanie zagłuszyć nawet łomot ulewnego deszczu. Uliczka jednak była ciemna i jako taka gwarantowała bezpieczeństwo przed niepożądanym wzrokiem, a okna w budynkach - jak na porządnych obywateli przystało - były ciemne i na głucho zamknięte okiennicami.

Zrobił kilka chwiejnych kroków na mokrych kamieniach ulicy i odgarnął przemoczone włosy z czoła. Gdyby chociaż nie ten wiatr - przemknęło mu przez myśl, a ten, jakby go usłyszał, wpadł nagłym powiewem w wąską uliczkę, przenikając aż do szpiku kości. Zresztą, nędzne łachmany, które zdobył po jakimś mniej szczęśliwym konfratrze, przed zimnym wiatrem i ukośnie zacinającym deszczem, chronić go żadną miarą nie mogły. Przylgnął do ściany, by choć w niewielkim stopniu znaleźć się pod szczątkowym daszkiem. To, oczywiście, nic nie dało, ale świadomość tego, że mogłoby, dodawała otuchy. Poza tym, zaraz powinno być...

Mężczyzna odskoczył, jak oparzony, trafiając nogą na stojący sztorcem kamyk po tym, gdy coś nagle otarło się o jego bose stopy, a z poziomu gruntu dotarł do niego cichy i urwany nagle pisk. Po chwili rozległo się pełne zadowolenia mruczenie, a zawiasy piwnicznego okienka zaskrzypiały, gdy ciemny kształt przemknął do środka. Mężczyzna przeklął w duszy wszystkie koty i myszy świata masując obolałą piętę. Niech tylko znajdzie tę piwnicę, a nieomieszka sprawdzić, czy faktycznie koty miały siedem żywotów. A to wejście powinno być...

Skręcił za róg tylko po to, by zobaczyć, jak w ciemnym zakątku tuż przed nim, na wysokości głowy człowieka, zapala się i gaśnie czerwony ognik. W jednej chwili cofnął się, aż po kostki wdeptując w ominiętą chwilę wcześniej kałużę i w coś jeszcze, czego wolał nie sprawdzać. Po chwili dojrzał także sylwetkę: ten niebieski kaftan trudno było pomylić z czymkolwiek innym. Mimo świadomości tego, że był bezpieczny, a Niebieski Kaftan nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi, serce w pierwszej chwili podjechało mu do gardła. Co tu robiła straż miejska?

Mężczyzna ostrożnie wyglądnął zza węgła. Strażnik nadal stał w tym samym miejscu, chroniąc się przed deszczem, ale raz po raz podnosił głowę, by na coś spojrzeć. Podążył za jego wzrokiem, a między listewkami okiennicy na pierwszym piętrze pobliskiego budynku błysnęło światło.

*

Ogień cicho zasyczał, gdy podniósł knot lampy, a płomień wydobył z mroku wąskie usta i rzucił cień na górną część twarzy. W ciemności rozbłysły złocone grzbiety książek pobliskiego regału, obok liter łacińskiego alfabetu ukazując także jakieś dziwne znaki. Rozżarzyła się głownia zawieszonego nad kominkiem miecza.

Sprężyny starego fotela jęknęły żałośnie, gdy sięgnął po leżącą na podłodze torbę. Dzisiejsza noc była ciężka, pomyślał. Gdyby nie to otwarte okno, nic by go nie uratowało przed jego własną lekkomyślnością i pewnością siebie. Zaczynał wpadać w rutynę, a to - jak wiedział z doświadczeń innych, mniej od siebie szczęśliwych - była pewna droga do Stwórcy. Ale, musiał przyznać, 'wyprawa' jak zwykle warta była wysiłku. Nawet, jeśli nie dla głównego celu, to przynajmniej dla tych kilku sakiewek i drobnych 'pamiątek', które pozwolą mu zapłacić zaległy czynsz.

Kamienna figurka zaciążyła w dłoni, gdy podniósł ją do oczu. Że też komuś zależało na takim paskudztwie: nie dość, że przedstawiała zlepek przynajmniej kilku postaci, to na dodatek wyglądały tak, że nie chciałby spotkać ich kiedyś w ciemnej uliczce. To była kobieta, co można było rozpoznać po krótkiej, sięgającej kolan spódnicy we wzór splecionych ze sobą węży i coś w ich wyglądzie sugerowało, że nie były tylko ozdobą. I to właściwie stanowiło cały jej strój, nie licząc zawieszonego na czymś, co powinno być szyją, naszyjnika z ludzkich serc i dłoni. Głowy nie było - a właściwie były dwie. Dwie odwrócone do siebie i szczerzące zęby głowy węży tworzyły potworne oblicze z dwojgiem oczu i wielkimi kłami. Całości obrazu dopełniały pazury u całkiem ludzkich rąk i nóg.

Mężczyzna westchnął odstawiając figurkę na pobliski stolik. Po ostatnim zleceniu przysiągł sobie, że nigdy, ale to nigdy i pod żadnym pozorem nie przyjmie roboty związanej w jakikolwiek sposób z magią, zapomnianymi dawno bogami czy współcześnie panującą religią. Z drugiej strony jednak zamówienia, które ostatnio dostał, nie wymagały nawet połowy inteligencji przeciętnego złodzieja. Jak choćby ta figurka: żadnych dodatkowych zabezpieczeń, dwaj strażnicy i światło gaszone o północy. To urągało jego umiejętnościom. Poza tym, wraz z przejęciem władzy przez nowego szeryfa, który za punkt honoru przyjął zaprowadzenie porządku w mieście, niewiele było osób, które chciały ryzykować areszt i konfiskatę majątku. Jedynymi, którzy nic sobie nie robili z restrykcji, byli albo kompletni idioci bez krzty wyobraźni, albo tacy, którzy nie mieli nic do stracenia. A z takimi lepiej było nie mieć do czynienia. I gdzie w tym wszystkim było wyzwanie i możliwość rozwoju zawodowego?!

Jak na ironię kilka dni wcześniej usłyszał w tawernie sfabularyzowaną opowieść o swoich ostatnich czynach. Większość z nich była zmyślona i to tak fatalnie, że na samo ich wspomnienie cierpła mu skóra. Nikogo nie interesowała prawda, jeśli nie dawała się streścić w dwóch słowach nadających się na tytuł artykułu i nie wywoływała okrzyku przerażenia. Nikt nie podziwiał kunsztu artysty, który potrafił się wślizgnąć niepostrzeżenie do każdego miejsca i wyjść z niego niezauważonym. Mężczyzna zamknął oczy. Był zmęczony.

Tamten strażnik prawie go zobaczył. Wystarczyłoby, gdyby sekundę wcześniej sięgnął do kontaktu. Wystarczyłoby, gdyby nie zastanawiał się tak długo i od razu sprawdził to okno. A on... on po raz pierwszy w życiu się zawahał. Czy nie byłoby prościej, gdyby skończyć to wszystko? Gdyby tak po prostu stanąć i czekać?

Wściekły na siebie wstał z fotela i podszedł do okna. Okiennice nie stawiały oporu, gdy szarpnął za zamknięcie. Do pokoju gwałtownie wtargnął zimny wiatr, mierzwiąc mu włosy i pomimo klosza gasząc lampę, a na twarzy mężczyzna poczuł zimne krople deszczu. Nad sąsiednim budynkiem rozdarła niebo błyskawica.

*

Światło błyskawicy wyłoniło z mroku ciemny płaszcz stojącej przed nim osoby. Wiatr szarpał niemiłosiernie jego połami, ale postać nie ruszała się, jakby świadoma, że tego wymagała konwencja. I w ogóle wszystko było, jak należało: noc, burza i tylko ten dach jakoś nie pasował. Było niewygodnie, ślisko i mokro, ale z tego miejsca doskonale było widać naprzeciwległy dom z czyjąś stojącą w oknie sylwetką i kawałek ulicy przed nim z chroniącym się przed deszczem mężczyzną w niebieskim kaftanie i jeszcze jednym, stojącym w wejściu do piwnicy, i następnym, idącym spokojnie po ulicy i nic sobie nie robiącym z ulewy.

Mężczyzna wychylił się zza komina, który przynajmniej chronił przed wiatrem. Zżymał się w duchu - nie widział sensu dalszego moknięcia. Był pewien, że przeznaczenie, los, czy cokolwiek to było i tak się wypełni, bez względu na to, czy złapie grypę, czy nie. Chciał już wracać, ale nie śmiał tego zrobić bez nadal stojącej nieruchomo postaci. Po chwili wahania podszedł do niej.

- Nie ostrzeżemy go?

- Nie. Musi sam podjąć decyzję.

- Ale wtedy...

- Zawsze znajdzie się ktoś, kim będzie można pokierować - wreszcie odwrócił głowę, by na niego spojrzeć, prezentując przy okazji ciemne wnętrze kaptura i ledwie widoczne rysy twarzy. To także należało do konwencji - Zawsze.

- Ale już nigdy nie będziemy mieli...

- ...tak uzdolnionego? - Ciemny Płaszcz wpadł mu w słowo, doskonale odczytując jego myśli. Uśmiechnął się spod kaptura - To prawda. I źródła tylu kłopotów również.

Mężczyzna zaklął bezgłośnie. Nie chciał rozpoczynać dyskusji na temat lojalności. Nie tutaj. I nie teraz. A jeśli już, to w zaciszu swojej pracowni. Przy lampce czegoś dobrego i rozgrzewającego. Zamiast tego poczuł, jak pomimo kilku warstw ubrania przenika go chłodny wiatr, a w butach zbiera się coraz więcej wody. Strzały ogniowe już dawno musiały zamoknąć.

- Poza tym - Ciemny Płaszcz wrócił do obserwacji budynku i uliczki - nie wiem, na co się zdecyduje. Może niepotrzebnie się martwisz.

Mężczyzna, od jakiejś chwili mocujący się z powiewającym płaszczem i usiłujący jedną ręką zarzucić na głowę zerwany przez wiatr kaptur, z wrażenia puścił go i niemalże wykrzyczał, nic sobie nie robiąc z konwencji i utrzymywania pozorów.

- Jak to: nie wiesz? Czy to nie zostało zapisane?

Postać wykonała nieokreślony ruch ręką. Mężczyzna nie rezygnował.

- Czy to znaczy, że wszystko...

Ciemny Płaszcz nie odpowiedział, a mężczyzna zaraz zobaczył, dlaczego: kątem oka zauważył jakiś ruch na pierwszym piętrze i usłyszał trzask zamykanych okiennic, a jakby czekając na ten znak ruszył Niebieski Kaftan, zgasiwszy uprzednio papierosa, i jeszcze jeden, z wejścia do piwnicy i następny, do tej pory beztrosko spacerujący po ulicy. Burza rozszalała się na dobre, a szum deszczu momentalnie zagłuszył wszystkie odgłosy.

*

Usłyszał kroki na schodach, gdy jeszcze byli na parterze. Trzy osoby. Wchodzili za wolno i zbyt ostrożnie, by mogli być mieszkańcami.

Zdążyłbym, przemknęło mu przez myśl. Wystarczyłoby, żeby wziął najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedł - na korytarzu było wystarczająco ciemno, by z łatwością mógł się ukryć. Ale był zmęczony. I choć instynkt chciał znaleźć się jak najdalej od tamtego miejsca i robił wszystko, by osiągnąć swój cel, mężczyzna nie ruszył się z miejsca. W mroku pokoju majaczył słabo stojący przed kominkiem stolik wraz z fotelem i tylko figurkę otaczała dziwna poświata. Mężczyzna zaś robił to, co umiał robić najlepiej - czekał. Za oknem padał deszcz.



Warszawa, 18 III 2003, 22:45


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2003 21:01 
Szaman
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 05 sty 2003 13:23
Posty: 1048
Lokalizacja: Karath-din
tokaj napisał(a):
Caer, a może by tak małe opowiadanko... kryminalne :wink: Zaglądałaś tam gdzie ci dałem namiar?


A owszem. Ale pierwszy odcinek nie za bardzo mi się podobał... Zobaczymy, co będzie dalej.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2003 21:04 
Szaman
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 05 sty 2003 13:23
Posty: 1048
Lokalizacja: Karath-din
A, tak przy okazji..

Esej nie ma tytułu. Jeśli czujecie potrzebę nadania mu takowego, nie wahajcie się, by to zrobić.

No i jak zwykle czekam na uwagi. Dużo uwag. Całe mnóstwo uwag... :D


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 mar 2003 23:28 
Homo Rhetoricus
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 sie 2002 17:15
Posty: 5565
Lokalizacja: Gildia Topielników (przy tawernie Pod Rozszalałym Wichrem)
Właśnie przeczytałem twój tekst, Caer. I chciałem się podzielić pewnymi wrażeniami.

Przede wszystkim: ten tekst to najlepszy z twoich dotychczasowych fragmentów prozatorskich. Ową historię "okresu konania" znanego nam wszystkim złodzieja czytało się bardzo przyjemnie. Podobała mi się zwłaszcza rozmowa pomiędzy Szafarzami (jeśli o nich w tym przypadku chodzi). Opisy, których się domagano, są interesujące. Mojej lekturze towarzyszył ciężki, przygnębiający, dekadencki nastrój. I o to chyba chodziło! Burza, deszcz, zimny wiatr, trzaskające okiennice, schyłkowe rozmyślania protagonisty - wszystko to współtworzy specyficzną atmosferę.

Oczywiście, kilka rzeczy razi moje pedantyczne podniebienie. Wymienię tylko niektóre:

"Zresztą, nędzne łachmany, które zdobył po jakimś mniej szczęśliwym konfratrze, przed zimnym wiatrem i ukośnie zacinającym deszczem, chronić go żadną miarą nie mogły". Może lepiej byłoby: "Zresztą nędzne łachmany, które zdobył po jakimś mniej szczęśliwym konfratrze, nie mogły go żadną miarą chronić przed zimnym wiatrem i ukośnie zacinającym deszczem".

"Ogień cicho zasyczał, gdy podniósł knot lampy (...)". Warto by tutaj wprowadzić podmiot do drugiej części zdania. Dzięki temu uniknie się instynktownego przypisania wyrazu (orzeczenia) "podniósł" wyrazowi "ogień".

Nie 'wyprawa' i nie 'pamiątek', ale: "wyprawa" i "pamiątek". Apostrof nie zastępuje w języku polskim cudzysłowu.

"To była kobieta, co można było rozpoznać po krótkiej, sięgającej kolan spódnicy we wzór splecionych ze sobą węży i coś w ich wyglądzie sugerowało, że nie były tylko ozdobą". Druga część tego zdania (dotycząca węży) nie łączy się nijak z pierwszą (dotyczącą wyglądu kobiety). Trzeba te informacje umieścić w obrębie dwóch wypowiedzeń, aby uniknąć błędu stylistycznego. Np.: "To była kobieta, co można było rozpoznać po krótkiej, sięgającej kolan spódnicy we wzór splecionych ze sobą węży. Coś w ich wyglądzie sugerowało, że nie były tylko ozdobą".

Wciąż wpadasz w tę samą pułapkę nieokreśloności: zbyt często pojawiają się w twoich tekstach wyrazy nieokreślone typu: "coś", "czymś" itp. Może niektórym się to podoba. Mnie jakoś nie odpowiada.

Drobna usterka stylistyczna, polegająca na podobnym brzmieniu wyrazów w kadencji zdań (rym!): "(...) albo tacy, którzy nie mieli nic do stracenia. A z takimi lepiej było nie mieć do czynienia".

Znowu drobna usterka, wynikająca z powtórzenia podobnych wyrazów ("dawała się", "nadających się"): "Nikogo nie interesowała prawda, jeśli nie dawała się streścić w dwóch słowach nadających się na tytuł artykułu i nie wywoływała okrzyku przerażenia".

"Wystarczyłoby, gdyby sekundę wcześniej sięgnął do kontaktu". Wyraz "kontakt" jakoś mi nie pasuje do świata, który opisujesz. Ale to już pewnie kwestia gustu.

Kolejne powtórzenie (słów "było"): "Było niewygodnie, ślisko i mokro, ale z tego miejsca doskonale było widać naprzeciwległy dom z czyjąś stojącą w oknie sylwetką (...)".

Rzecz jasna, są to drobnostki. A moje uwagi należy traktować jako "czepiactwo". Pisałem o nich tylko dlatego, że prosiłaś o tego rodzaju spostrzeżenia.

Ogólnie rzecz biorąc, jest dobrze! Tak trzymać! :)

_________________
Thief Antologia PL: od 20 X 2006 w sklepach!
Zagraj w FM Old Comrades, Old Debts i zobacz moje zrzuty.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 26 mar 2003 19:53 
Złodziej
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 30 sty 2003 23:21
Posty: 2799
Bardzo mi się podobało, proszę o jeszcze!
Wewnętrzne rozterki naszego ulubionego bohatera przedstawiłaś w bardzo plastyczny sposób. Szczególnie świetna jest końcówka.Przykładem tego, co lubię w Twoich pracach najbardziej niech będzie ten oto fragment :
"Usłyszał kroki na schodach, gdy jeszcze byli na parterze. Trzy osoby. Wchodzili za wolno i zbyt ostrożnie, by mogli być mieszkańcami".

Kiedy to czytałem, czułem dreszcz na plecach. Zaprawdę powiadam Wam – jeszcze usłyszymy o Caer.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 mar 2003 19:04 
Skryba

Dołączył(a): 12 sie 2002 22:24
Posty: 311
Lokalizacja: Czaniec
:ok Brawo Caer! Tekst bardzo klimatyczny, nastrojowy, świetny.

Może zaczniesz pisać scenariusze do FM's? Chętnie zagrałbym w misję z twoimi tekstami zapisanymi na zwojach, w tajemniczych księgach równie tajemniczych osób...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 mar 2003 20:49 
Szaman
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 05 sty 2003 13:23
Posty: 1048
Lokalizacja: Karath-din
Ojej, ojej, ojej! Co prawda, nie takie mnóstwo (uwag) i nadal brak tytułu :diab9:, ale jest mi niezmiernie miło, że (nareszcie :biggr) zostałam doceniona (a wierzcie mi, przy opisach spędziłam trochę czasu. Ale warto było).

No cóż, znowu nie wypada mi zrobić nic innego, aniżeli zgodzić się z uwagami naczelnego polonisty :smilew. Ale z "Zresztą, nędzne łachmany, które zdobył po jakimś mniej szczęśliwym konfratrze, przed zimnym wiatrem i ukośnie zacinającym deszczem, chronić go żadną miarą nie mogły" nie zrezygnuję! (Veto! :D). I tak, nadal apeluję o czepialstwo.


nivellen napisał(a):
Bardzo mi się podobało, proszę o jeszcze!


Jeszcze raz dziękuję bardzo! Pisze się po to, by dostać takie uwagi :-* :D. Ba! Jak na razie nie mam pomysłu, o czym by tu napisać (oprócz kończenia Interludium, oczywiście), a nie mogę ciągle pisać o Garrecie. Ma ktoś jakieś pomysły?


tokaj napisał(a):
Może zaczniesz pisać scenariusze do FM's?


Hm... Cicho na to liczę... :wink:


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 mar 2003 23:52 
Homo Rhetoricus
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 sie 2002 17:15
Posty: 5565
Lokalizacja: Gildia Topielników (przy tawernie Pod Rozszalałym Wichrem)
Caer napisał(a):
tokaj napisał(a):
Może zaczniesz pisać scenariusze do FM's?


Hm... Cicho na to liczę... :wink:

Wszystko jest na dobrej drodze... :)

_________________
Thief Antologia PL: od 20 X 2006 w sklepach!
Zagraj w FM Old Comrades, Old Debts i zobacz moje zrzuty.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 mar 2003 20:29 
Skryba

Dołączył(a): 12 sie 2002 22:24
Posty: 311
Lokalizacja: Czaniec
Cytuj:
Wszystko jest na dobrej drodze... :)


Najwyraźniej Bukary coś wie :?: :wink: Pozostaje czekać... :)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 mar 2003 20:35 
Złodziej
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 30 sty 2003 23:21
Posty: 2799
Czy ta "dobra droga", to przypadkiem TCN ?


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 12 ] 

Teraz jest 20 paź 2019 08:05


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj: